Zbliżony do jednej piątej udział rządowego programu w rynku pożyczek hipotecznych przekłada się również na jego znaczący udział w transakcjach na rynku nieruchomości, które nadal w dominującym stopniu finansowane są kredytami. Niestety, nie ma w Polsce nawet przybliżonych danych o liczbie transakcji. Wiadomo natomiast, że przez pierwsze cztery miesiące roku ok. 70 proc. zakupów nieruchomości finansowanych w ramach Rodziny na swoim przeprowadzono poza miastami wojewódzkimi. Ze względu na rozproszenie transakcji, trudno oceniać jak oddziaływały one na kształtowanie się cen nieruchomości w całym kraju.
Wpływ programu na ceny w największych miastach Polski także jest trudny do zmierzenia i różny w różnych miastach. Dla przykładu 400 mieszkań sprzedanych za kredyty z dopłatą w Warszawie może nie mieć tak dużego znaczenia dla średnich cen jak 170 mieszkań sprzedanych w tym czasie w Łodzi z wykorzystaniem wsparcia skarbu państwa w spłacie odsetek.
Program może mieć większe znaczenie dla cen ofertowych, bo sprzedający mogą dostosowywać się do limitów obowiązujących w Rodzinie na swoim. Mniejszy będzie natomiast jego wpływ na liczbę rzeczywiście przeprowadzanych transakcji, przynajmniej w obecnym stanie rynku, kiedy mamy do czynienia z przewagą podaży.

Popularność programu zaczyna przerastać oczekiwania jego twórców. Dopóki był on marginesem rynku, jego rola w kształtowaniu popytu była niewiele znacząca, ale to zaczyna się zmieniać. A może wzrosnąć jeszcze bardziej. Pojawiają się bowiem pomysły rozszerzenia kręgu osób mogących korzystać z dopłat. Jednocześnie myśli się o tym, żeby program dotyczył wyłącznie mieszkań sprzedawanych na rynku pierwotnym. Mogłoby to skutkować wprowadzeniem czegoś w rodzaju… cen minimalnych nowych mieszkań, co nie byłoby zdrowe dla rynku.
Emil Szweda
Open Finance
Źródło:Noble Bank


























































