Dzisiaj za baryłkę ropy płacono prawie 120 dolarów, a widmo wzrostu cen paliw napędza oczekiwania inflacyjne. Przed spadkiem siły nabywczej pieniądza część ludzi zabezpiecza się kupując złoto, uważane za najbezpieczniejszy sposób ochrony kapitału.
Podstawową konkurencją dla złota są amerykańskie papiery skarbowe, których rentowność wzrosła wraz z pojawiającymi się oczekiwaniami na zakończenie cyklu obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli Fed rzeczywiście przestałby obniżać cenę pieniądza i zaczął martwić się o inflację, to byłaby zła wiadomość dla złota.
Metalom szlachetnym szkodzi też silniejszy dolar - kurs EUR/USD znalazł się dzisiaj na poziomie 1,56$, choć jeszcze w zeszły tygodniu przebił poziom 1,60$. Mocniejszy dolar czyni kruszce droższymi dla inwestorów dysponujących innymi walutami, co zazwyczaj skutecznie obniża ceny.
Do sprzedaży złota zachęca także poprawa koniunktury na rynkach akcji: w piątek indeks S&P500 znalazł się na najwyższym poziomie od połowy stycznia, a FTSE i CAC40 przełamały ważne psychologiczne poziomy: odpowiednio sześciu i pięciu tysięcy punktów.
Tymczasem o godzinie 12:50 w Londynie za uncję złota płacono 890,58 dolarów, czyli o 0,7% więcej niż w piątek. Srebro podrożało o 0,6%, osiągając cenę 16,91 dolarów. Jeszcze w połowie kwietnia przy wyższym kursie EUR/USD i tańszej ropie złoto kosztowało ponad 950$ za uncję.
K.K.




























































