2005-03-03 07:38 Źródło: POLSKA Dziennik Bałtycki
Prądem w obywateli: Za kontrakty zapłacą konsumenci
Projekt nowej ustawy, która spowoduje wzrost cen energii elektrycznej
wkrótce ma wpłynąć do Sejmu. Dotyczy ona rezygnacji z długoterminowych
kontraktów między elektrowniami a Polskimi Sieciami Energetycznymi.
Wymusiła to na Polsce Komisja Europejska, która takie praktyki uznaje za niedopuszczalną formę pomocy publicznej. Do tej pory producenci byli w komfortowej sytuacji. Mieli ustawowo zapewniony zbyt wytworzonej przez siebie energii. Teraz w tej dziedzinie gospodarki ma zapanować wolny rynek, ale straty, jakie z tego tytułu poniosą elektrownie wyrównać mają wszyscy obywatele. Elektrownie i Elektrociepłownie mogą z naszych pieniędzy dostać nawet 23 miliardy złotych. - Gdyby tu chodziło o dostawcę papieru, to po prostu znalazłbym sobie innego kontrahenta - twierdzi Jacek Styczyński dyrektor firmy poligraficznej. - Natomiast za prąd musimy grzecznie płacić bez względu na jego cenę.
Miesięczne wydatki na energię elektryczną w firmie Jacka Styczyńskiego to 10 tysięcy złotych. Nietrudno obliczyć, że dodatkowe wydatki na prąd to koszt zatrudnienia jednego pracownika. Zaniepokojona ewentualnymi podwyżkami jest też prezes Teresa Krystman, prezes Spółdzielni Mleczarskiej Maćkowy. - Nasza produkcja jest bardzo energochłonna. Wzrost cen energii w oczywisty sposób wpłynie na koszty produkcji, a trudno przenieść je na ceny wyrobów. Przede wszystkim musimy liczyć się interesem naszych klientów - mówi zaniepokojona pani prezes.
Jednak wiele firm nie będzie miało innego wyjścia. Podwyżka spowoduje więc, że przeciętny obywatel nie tylko będzie musiał więcej zapłacić za prąd, ale liczyć się też musi z podwyżkami cen wielu produktów i usług. Powściągliwy w tej sprawie jest Mieczysław Wrocławski z gdańskiej Kompanii Energetycznej ,Energa". - Nie wierzę, w taki rozwój wypadków - mówi Mieczysław Wrocławski. - Cena energii nie może wzrosnąć więcej niż o trzy punkty procentowe ponad poziom inflacji. To wynika z ustawy o prawie energetycznym. Dzisiaj Energa zgodnie z długoterminowymi kontraktami musi po z góry ustalonych cenach kupić od Polskich Sieci Energetycznych co najmniej 50 procent energii. Jeśli rynek na tę energię zostanie uwolniony, to zdaniem Mieczysława Wrocławskiego zasady działania wolnego rynku wymuszą konkurencję, która spowoduje obniżkę cen energii. - Być może na rachunku pojawi się nowa dodatkowa opłata wynikająca z rezygnacji z kontraktów długoterminowych, ale zostanie ona zrekompensowana spadkiem ceny samej energii jak i jej przesyłu - zapewnia Wrocławski.
Dziennik Bałtycki
Grzegorz Jankowski
Wymusiła to na Polsce Komisja Europejska, która takie praktyki uznaje za niedopuszczalną formę pomocy publicznej. Do tej pory producenci byli w komfortowej sytuacji. Mieli ustawowo zapewniony zbyt wytworzonej przez siebie energii. Teraz w tej dziedzinie gospodarki ma zapanować wolny rynek, ale straty, jakie z tego tytułu poniosą elektrownie wyrównać mają wszyscy obywatele. Elektrownie i Elektrociepłownie mogą z naszych pieniędzy dostać nawet 23 miliardy złotych. - Gdyby tu chodziło o dostawcę papieru, to po prostu znalazłbym sobie innego kontrahenta - twierdzi Jacek Styczyński dyrektor firmy poligraficznej. - Natomiast za prąd musimy grzecznie płacić bez względu na jego cenę.
Miesięczne wydatki na energię elektryczną w firmie Jacka Styczyńskiego to 10 tysięcy złotych. Nietrudno obliczyć, że dodatkowe wydatki na prąd to koszt zatrudnienia jednego pracownika. Zaniepokojona ewentualnymi podwyżkami jest też prezes Teresa Krystman, prezes Spółdzielni Mleczarskiej Maćkowy. - Nasza produkcja jest bardzo energochłonna. Wzrost cen energii w oczywisty sposób wpłynie na koszty produkcji, a trudno przenieść je na ceny wyrobów. Przede wszystkim musimy liczyć się interesem naszych klientów - mówi zaniepokojona pani prezes.
Jednak wiele firm nie będzie miało innego wyjścia. Podwyżka spowoduje więc, że przeciętny obywatel nie tylko będzie musiał więcej zapłacić za prąd, ale liczyć się też musi z podwyżkami cen wielu produktów i usług. Powściągliwy w tej sprawie jest Mieczysław Wrocławski z gdańskiej Kompanii Energetycznej ,Energa". - Nie wierzę, w taki rozwój wypadków - mówi Mieczysław Wrocławski. - Cena energii nie może wzrosnąć więcej niż o trzy punkty procentowe ponad poziom inflacji. To wynika z ustawy o prawie energetycznym. Dzisiaj Energa zgodnie z długoterminowymi kontraktami musi po z góry ustalonych cenach kupić od Polskich Sieci Energetycznych co najmniej 50 procent energii. Jeśli rynek na tę energię zostanie uwolniony, to zdaniem Mieczysława Wrocławskiego zasady działania wolnego rynku wymuszą konkurencję, która spowoduje obniżkę cen energii. - Być może na rachunku pojawi się nowa dodatkowa opłata wynikająca z rezygnacji z kontraktów długoterminowych, ale zostanie ona zrekompensowana spadkiem ceny samej energii jak i jej przesyłu - zapewnia Wrocławski.
Dziennik Bałtycki
Grzegorz Jankowski
| ||||||||||||||||||||||||||
Gorące tematy
Najnowsze
- 2012-05-29
-
- 19:54
- Dworak widzi perspektywy dla mediów publicznych [IAR]
- 19:45
- Milicja przyznaje, że kibice bywają rasistami [IAR]
- 19:40
- Sonel wypłaci 0,4 zł dywidendy na akcję z zysku za 2011 rok [PAP]
- 19:14
- Kraje UE nie chcą zbyt kosztownych celów oszczędzania energii [PAP]
- 19:02
- AlejaSamochodowa.pl zadebiutuje na NewConnect 6 czerwca [PAP]








Dodaj komentarz