Jeśli w najbliższym czasie partia rządząca nie weźmie się do roboty, jesienią straci władzę. Patrząc przez pryzmat finansów publicznych, to wiadomość ani dobra, ani zła. Szumnie zapowiadana od lat reforma spełzła na niczym. Dziesiątki ważniejszych spraw, którymi przeważnie były kampanie wyborcze, skutecznie odsuwały na bok naprawdę pilne tematy. Platforma traci w sondażach, co jest głównie konsekwencją polityki rządu w sprawie katastrofy smoleńskiej. Nie bez znaczenia jest też zamieszanie wokół OFE i systemu emerytalnego, za które pełną odpowiedzialność ponosi otoczenie premiera.
Jesienne wybory Platforma zapewne wygra. Jednak nie będzie w stanie rządzić sama. Co więcej, scena może na tyle ulec rozproszeniu, że rząd utworzą znajdujące się do tej pory w opozycji PiS, PJN oraz na przykład PSL.
Czy jednak w takim wypadku będziemy mogli liczyć na rychłą reformę finansów publiczych? Wydaje się to jeszcze mniej prawdopodobne, niż gdyby Platforma pozostała u władzy. Musimy chyba się pogodzić z faktem, że sytuacja finansów publicznych ulegnie zmianie dopiero wtedy, kiedy dosięgnie nas naprawdę poważny kryzys.
Odpowiedzialność i cena, jaką musieliby zapłacić politycy za przeprowadzenie radykalnych reform, wydaje się być dla nich nie do przyjęcia. Pikujące sondaże i wizja utraty władzy to koszmary, które już teraz ich nawiedzają. Niestety, do skutecznego reformowania państwa potrzeba polityków konsekwentnych i odważnych. A takich na polskiej scenie politycznej najwyraźniej brakuje.
Szymon Matuszyński
Bankier.pl
s.matuszynski@bankier.pl
Zobacz też:
» Artysto, kredytu nie dostaniesz
» Prezydent wchodzi do gry o OFE
» Emerytury z OFE będą niższe
» Artysto, kredytu nie dostaniesz
» Prezydent wchodzi do gry o OFE
» Emerytury z OFE będą niższe



























































