Piractwo przy Półwyspie Somalijskim nie pojawiło się w dniu przejęcia przez Somalijczyków supertankowca „Sirius Star“, ale na pewno osiągnęło nowy wymiar. Sukcesy przestępców mają dużo bardziej złożoną przyczynę, niż to wygląda na pierwszy rzut oka. Z jednej strony kryminaliści są profesjonalistami, nawet, jeśli w emitowanych przez media zdjęciach ma się wrażenie, iż to banda przysłowiowych łachmaniarzy. Z drugiej strony ich działanie ułatwia anarchia panująca w kraju pozbawionym de facto rządu. Nie tylko Somalia, ale także Nigeria i wody indonezyjskie są osławionymi akwenami działalności ludzi spod czarnej bandery. Te regiony są punktami zapalnymi nie bez powodu: przecinają się z życiodajnymi żyłami Pierwszego Świata. Dla obydwu stron mają znaczenie finansowe.
Dzisiejsi piraci nie mają nic wspólnego z romantyką Jacka Sparrowa, czy kapitana Hooka, i to nie tylko ze względu na brak szarmanckiego charakteru, ułańskiej fantazji czy „hoolywoodzkiej“ twarzy. Kryminalny proceder w Somalii jest tak naprawdę twardym biznesem, kierowanym z lądu przez zorganizowane grupy przestępcze. Te ostatnie są metamorfozą warlordów i ich klanów wywodzących się bezpośrednio z wieloletniej i krwawej wojny domowej. Piraci z bronią maszynową stojący na pokładzie uprowadzonych jednostek są tylko mięsem armatnim ukrytych w kuluarach szarych eminencji. Od kiedy opanowany przez Somalijczyków proceder piracki na styku Morza Czerwonego i Oceanu Indyjskiego stał się faktorem gospodarczym, rozrasta się w zastraszającym tempie.
Liczby mówią same za siebie. Chatham House, powstały po I wojnie światowej brytyjski think tank z tradycjami, podaje, że w 2008 roku zyski piratów oscylują wokół niebosiężnej sumy 30 milionów USD. Bilans nie uwzględnia jeszcze „utargu“ zagwarantowanego zawładnięciem saudyjskiego tankowca „Sirius Star“ i okupów za pozostałe 17 jednostek i ponad trzystu marynarzy, którzy wciąż znajdują się w rękach piratów. Każdego tygodnia dochodzą do tego kolejni pechowcy.
International Maritime Bureau w Londynie informuje, że w tym roku Somalijczycy zaatakowali 92 statki; to dwa razy więcej, niż w roku 2007. Armatorom dotkniętym tym procederem nie pozostaje nic innego, jak zapłacić okup, by odzyskać zarówno załogę, jak i statek, z czasem niezupełnie kompletnym towarem. Straty zagrażają również gospodarkom niektórych państw zarabiających bezpośrednio na transporcie miliardów ton towarów szlakami morskimi. Ponieważ coraz więcej armatorów zaczyna głośno dyskutować o alternatywnym rozwiązaniu, drodze wokół Przylądka Dobrej Nadziei, mocno zainteresowanym ukróceniem procederu jest Egipt. Opłata za jednorazowe przejście przez Kanał Sueski statku klasy „Sirius Star“ to dla tego państwa dochody wysokości 400.000 USD. W Kairze zwołano niedawno spotkanie sztabu kryzysowego, na który przybyli przedstawiciele rządów sześciu krajów arabskich, by omówić wspólną strategię przeciwko Somalijczykom. Poruszono tematy wspólnego centrum obserwacyjnego, manewrów flot oraz systemu ostrzegawczego dla statków, które wkraczają na akwen Morza Czerwonego.
Jak wygląda druga, somalijska, strona medalu? W centrach pirackich nie ma problemu z narybkiem chcącym wziąć udział w akcjach. Eyl, Harardhere oraz Garowe, miasta z których pochodzi najwięcej rekrutów, stały się prawdziwymi “Boomtowns”. W porównaniu z pozostałą częścią kraju, która po upadku “rządów” islamistów i wcześniejszych wojnach podjazdowych poszczególnych klanów jest ruiną, miasta te żyją w luksusie. Tym samym wzrasta miejscowe uznanie i akceptacja dla piratów. Potwierdzają to zarówno przeciętni handlarze, jak i wyżsi urzędnicy państwowi. Widać też wyraźnie, że interes kwitnie. Nawet jeśli dotąd okupy były “okruchami” rzędu 500 tysięcy do 2 milionów USD, “Sirius Star” stał się prawdziwym Jackpotem: piraci żądają w jego przypadku 25 milionów USD.
By pieniądz się kręcił, zakładnicy są, przynajmniej oficjalnie, możliwie dobrze traktowani. - Dla zagranicznych załóg gotują specjalne kuchnie, których menu orientuje się na podniebieniu “gości” – mówi somalijski pirat Ali Jamaal – Trzeba się nimi opiekować, bo w końcu chcemy za nich zgarnąć specjalny kąsek. Nasza strategia się opłaca, biorąc pod uwagę to, co zarobiliśmy w tym roku.
Potwierdza to również wzrost liczby piratów: przed trzema laty wahała się ona wokół setki, dzisiaj jest ich ponad tysiąc. Łup jest dzielony według “klucza”: część otrzymują ludzie biorący udział w abordażu, reszta przechodzi w ręce “pomocników na lądzie”. Ci ostatni zdają się mieć bardzo szerokie kontakty. Chatham House jest przekonany, iż część “skarbu” trafia w ręce rządu tymczasowego, a przynajmniej na ręce prezydenta, Abdullahiego Yusufa. Yusuf był wcześniej prezydentem na wpół autonomicznej prowincji Puntlandu, z której przeprowadzana zostaje większość ataków. Roger Middleton, autor badań dla Chatham House, uważa, że powiązania – a więc i zyski – prowadzą również do zbrojnych milicji islamskich Al-Schabbab, które zaopatrują piratów w broń. Sekretarz generalny wschodnioafrykańskiej organizacji IGAD, Mahboub M. Maalim, powiedział niemieckiemu Tagesspiegel, iż jest w posiadaniu informacji mówiących o kontaktach i wsparciu ze strony biznesmanów z Dubaju i Arabii Saudyjskiej. Piraci somalijscy ocierają się powoli o sumy, jak i wyposażenie, którego nie da się „zorganizować“ bez szerszych kontaktów łączących nie tylko zwaśnione i rywalizujące ze sobą grupy w samej Somalii.
Ulimatum dla “Siriusa” ma minąć we wtorek 25 listopada. Biorąc pod uwagę, że statek w razie odmowy można wysadzić, lub po prostu “wylać” ropę do morza, groźba o “katastrofalnych konsekwencjach w razie odmowy”, wypowiedziana przez piratów, jest nad wyraz poważną.
Leo Walotek-Scheidegger
www.4mare.com
Powiązane tematy:
Piraci porwali sudyjski tankowiec, na pokładzie są Polacy
Porwany tankowiec kieruje się w stronę somalijskiego portu
"Nie należy się spodziewać szybkiego rozwiązania problemu porwanego tankowca"
Krzysztof Liedel: Armator prawdopodobnie zapłaci okup piratom
Rosja wyśle kolejne okręty do ochrony statków przed piratami
Indie wyślą okręty dla ochrony szlaków morskich u wybrzeży Somalii
Piraci u wybrzeży Afryki porwali ukraińskie czołgi
Apel o ochronę Zatoki Adeńskiej
"Unia Afrykańska nie jest w stanie pomóc Somalii"
Benedykt XVI zaniepokojony pogłębiającym się kryzysem humanitarnym w Somalii






























































