Przede wszystkim jednak trzeba obalić mit o wielkim, prognostycznym znaczeniu dla naszej gospodarki tego, co stanie się w tym roku w Słowacji. Generalnie wpatrywanie się w małe państwa (Słowaków jest niewiele więcej niż mieszkańców Mazowsza) ma mały sens, co pokazały już wcześniej kraje nadbałtyckie. Myślę, że wszyscy pamiętamy jak podziwiano ich, często dwucyfrowe, wzrosty PKB, a teraz z jakim niepokojem obserwujemy ostrą recesję i duże problemy. Małe kraje są jak kajaki, którymi można szybciej manewrować niż krążownikami czy lotniskowcami (duże kraje), dzięki czemu ich rozwój może być bardzo szybki, ale jeśli rozpęta się burza to kajak może nawet zatonąć (vide Islandia).
Spróbuję jednak (pamiętając o powyższym zastrzeżeniu) krytycznie spojrzeć w kontekście polskim na sam proces wprowadzenia euro na Słowacji.
Więcej na blogu Piotra Kuczyńskiego. Zapraszamy!


























































