Po ponad dobie negocjacji unijnym przywódcom udało się uzgodnić projekt budżetu Wspólnoty na lata 2014-2020. Choć zachowano większość pieniędzy na rozwój to i tak nie obyło się bez cięć, których domagał się brytyjski premier David Cameron.
Taki kształt budżetu nie podoba się jednak przewodniczącym największych frakcji w europarlamencie. We wspólnym oświadczeniu napisali oni, że nie mogą zaakceptować tak okrojonego budżetu. Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Agata Gostyńska uważa, że groźba odrzucenia projektu jest całkiem realna. W rozmowie z Polskim Radiem ekspert powiedziała, że eurodeputowani mogą teraz chcieć grać "kartą budżetową", aby wywalczyć coś dla siebie. "Konsekwencje takiej decyzji sa ogromne i w dużym stopniu wpłynie to na wiarygodność instytucji Unii Europejskiej. Można natomiast brać pod uwagę scenariusz, że Parlament Europejski będzie w najbliższym czasie oczekiwał wywalczenia jakichś koncesji na przyszłość" - dodaje analityk PISM.
Agata Gostyńska przypomina, że jednym z podstawowych postulatów Parlamentu Europejskiego był budżet, który przyczynia się do rozwoju i wzrostu gospodarczego. Analityk dodaje, że wynegocjowane w Brukseli porozumienie nie spełnia tego warunku. "Dlatego Parlament Europejski może grać na to, aby móc dokonywać przeglądu budżetu" - dodała Agata Gostyńska.
W projekcie wieloletniego budżetu ustalono limit wydatków na 960 miliardów euro. Polska ma dostać ponad 100 miliardów euro. Dokument musi teraz zaakceptować Parlament Europejski, choć
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/wcześn./jp
Źródło:IAR





























































