Wydaje się, że ostatnie sesje uspokoiły amerykańskich inwestorów. Pomimo nienajlepszych danych napływających z gospodarki indeks S&P500 zdołał popełznąć na północ i osiągnąć najwyższy poziom od pięciu tygodni. Zachowanie rynku zdradza więc przewagę kupujących i sugeruje ochotę na atak na tegoroczne szczyty.
Jednakże stare rynkowe prawdy każą nam zachować ostrożność. Tzw. „większość” zazwyczaj nie ma racji, a rynek lubi (i potrafi) zaskakiwać nawet najbardziej doświadczonych zawodowców.
Dziś w centrum uwagi znajdzie się branża motoryzacyjna – pojawią się bowiem dane o lutowej sprzedaży nowych samochodów. Analitycy szacują, że w lutym z salonów wyjechało mniej pojazdów niż styczniu. Prognozowany anualizowany rezultat na poziomie 7,9 mln sprzedanych osobówek i półciężarówek byłby to wynikiem o połowę słabszym niż w czasach ostatniej prosperity, ale zarazem znacznie lepszym niż wiosną 2009 roku.
Tymczasem na rynek trafiły informacje, że znacjonalizowany koncern General Motors (do niedawna lider sprzedaży w USA) wzywa na naprawę 1,3 mln pojazdów. Podobnie jak w toyotach winny jest pedał gazu, który czasami może nie reagować na polecenia kierującego.
Jak na razie inwestorzy nie za bardzo przejęli się tą informacją. Do godziny 13:30 kontrakty na indeks S&P500 zwyżkowały o niespełna pół procent, zaś futures na Nasdaq100 rosły o 0,4%. Wzrosty w granicach 0,7% notują także główne indeksy w Londynie i Frankfurcie.
K.K.































































