Według zrewidowanych danych Departamentu Handlu w czwartym kwartale 2008 roku PKB Stanów Zjednoczonych skurczył się o 6,2% r/r. To zdecydowanie gorszy wynik niż pierwotnie szacowano (-3,8%) i zarazem poniżej mediany prognoz ekonomistów (-5,4%). USA przeżywają najgorszą recesję od początku lat 80-tych XX wieku. Nieco lepiej od oczekiwań wypadły dane z Chicago oraz Uniwersytetu Michigan, co nie zmienia faktu, że oba wskaźniki pozostają blisko swoich historycznych minimów.
Ale jeszcze większe wrażenie na Wall Street zrobiła częściowa nacjonalizacja Citigroup. Akcje spółki przeceniono o prawie 40%, a ich cena spadła do 1,50$. Rząd USA przekształcił znaczną część(25 mld $) swoich uprzywilejowanych papierów na zwykłe akcje, obejmując 36% udziałów w Citigroup, co dramatycznie rozwodniło kapitał dotychczasowych akcjonariuszy. Ponadto zarząd Citigroup poinformował o dodatkowych 9,6 mld $ strat. Choć władze banku zarzekają się, że jest on dokapitalizowany „lepiej niż dobrze”, to i tak wielu inwestorów uważa go za bankruta.
Sytuacji byków nie mogły poprawić też wieści z General Electric. Ta spółka – ikona amerykańskiej gospodarki po raz pierwszy od 1938 roku obniżyła dywidendę i to od razu o 68% (do 10 centów na akcję). Kurs spółki spadł o 6,5%, do poziomu 8,51$. Wielu inwestorów od dłuższego czasu obawiało się takiej decyzji. GE tak samo jak inne korporacje zmaga się z globalną recesją i walczy o utrzymanie swojego elitarnego ratingu AAA (najwyższy z możliwych). Mimo że redukcja dywidendy ma przynieść spółce 9 mld $ oszczędności, to rating GE nadal ma perspektywę „negatywną” w agencji Standard & Poor’s, zaś Moody’s trzyma firmą „pod obserwacją”.
Mimo deficytu dobrych informacji piątkowa sesja była pasjonującym starciem byków i niedźwiedzi. Już na otwarciu tym drugim udało się przełamać dno z 21. listopada, ale strona popytowa szybko skontrowała i przez większość sesji indeks S&P 500 utrzymywał się powyżej kluczowego poziomu 740 pkt. Jednakże ostatnie 10 minut przyniosło rozstrzygnięcie na rzecz nowojorskich niedźwiedzi – ostatnie linie obrony byków zostały przełamane.
Ostatecznie w piątek indeks S&P 500 spadł o 2,36%, schodząc do poziomu 735,09 pkt. Dow Jones po spadku o 1,65%, wyhamował na wysokości 7.062,93 pkt. Nasdaq stracił 0,89%, kończąc dzień wynikiem 1.377,84 pkt. Na uwagę zasługuje też wolumen obrotu, który na NYSE był o połowę większy od ubiegłorocznej średniej.
To będzie pamiętny miesiąc dla nowojorskich inwestorów. W ciągu 28 dni lutego S&P 500 stracił 11%, Dow Jones obniżył się o 11,7%, zaś Nasdaq o 6,7%. Od szczytu hossy z października 2007 roku kapitalizacja spółek notowanych na Wall Street zmniejszyła się o 10 bilionów dolarów, zaś Dow Jones stracił 50,2%.
K.K.
































































