2010-09-09 06:00 Źródło: Mateusz Szymański - Bankier.pl
Niewyczerpane źródło zysków - naiwność
Kilka tygodni temu opisywaliśmy 10 biznesów, które opierają się na naciąganiu nieświadomych oszustwa ludzi. Dziś powiemy o kilku technikach akwizycyjnych, potem zajmiemy się tak zwanymi świetnymi okazjami i promocjami, by na końcu ustrzec wszystkich przed sprzedawcami fałszywych wizji.
Technika dolnej piłki
Jest to jedna z najbardziej „brutalnych” technik, obecnie rzadko stosowana. Najłatwiej opisać ją na przykładzie. Przychodzimy do sklepu z zamiarem kupna telewizora plazmowego. Obsługa pomaga nam wybrać interesujący nas model, pozwala poznać jego możliwości. W końcu pakuje towar do pudełka, po czym przed samą zapłatą okazuje się... że wskutek pomyłki kosztuje on 200 zł więcej niż wynosiła cena na półce. Bardzo często klient czując, że produkt jest jego, zgodzi się zapłacić za niego kilka procent więcej.
Technika ta została częściowo wyeliminowana przez przepisy prawa, które narzucają na sklep obowiązek sprzedaży produktu za cenę podaną na półce.
Stopa w drzwi
Idea tej metody głosi, że jesteśmy w stanie zgodzić się na duże ustępstwo, jeśli wcześniej ustąpimy w małej sprawie. Przykładowo: akwizytor prosi nas wyłącznie o możliwość przedstawienia oferty, bez konieczności jakichkolwiek deklaracji dotyczących zakupu. Być może nawet uda się mu nakłonić nas, byśmy zaprosili go do domu. Spełnienie każdej kolejnej, nawet niewielkiej prośby zwiększa szanse na to, że kupimy produkt. Według psychologów prawdopodobieństwo to jest wyższe nawet o 50 procent.
Drzwiami w twarz
Kolejna technika opiera się na następującym założeniu: przedstaw bardzo wygórowaną ofertę, byś potem mógł ustąpić. Jest nagminnie stosowana przez akwizytorów. Sprzedawca oferuje nam konkretny produkt po wysokiej cenie. Kiedy nie chcemy się na nią zgodzić, systematycznie obniża cenę lub dodaje bonusy. W końcu nakłania nas do kupna, bo ostatnia oferta w porównaniu z pierwszą jest bardzo atrakcyjna. Niestety – zwykle to i tak dużo więcej, niż proponowany produkt jest wart.
Tani abonament telefoniczny
Operatorzy sieci komórkowych mają dla swoich klientów bogatą ofertę. Najbardziej jednak zabiegają o sprzedaż usług „z rachunkiem”, bo są one najlepszym gwarantem wierności klienta i stałych zarobków firmy. O ile w przypadku ofert pre-paid użytkownik może w każdej chwili zmienić operatora albo zwyczajnie przestać doładowywać konto, to przy abonamencie nie pozwala mu na to umowa. Ceny usług w ofercie abonamentowej są korzystne – to prawda. Niestety, zazwyczaj tylko przez kilka miesięcy od momentu podpisania umowy. Konkurencja wśród operatorów jest jest duża i ceny spadają dynamicznie. Abonament na dwa lata zupełnie wyłącza nas z rynku, a operator w żaden sposób nie musi się o nas troszczyć.
Programy lojalnościowe w sklepach
Na Zachodzie to już standard, ale również u nas wiele sklepów uruchomiło programy lojalnościowe. Zazwyczaj polegają one na wydaniu karty konsumenta, która pozwala nam zbierać punkty, ale czasem są to też pojedyncze akcje – na przykład zbieranie naklejek przyznawanych za wydanie w sklepie konkretnej kwoty. Tak uczyniła jedna z polskich sieci sklepów – naklejkę otrzymujemy za każde wydane 10 zł. Po zebraniu 90, czyli wydaniu 900 złotych dostaniemy niedużego pluszaka. Oczywiście, przy każdym zakupie poniżej 10 złotych ekspedientka zapyta nas, czy nie chcemy "dobrać do naklejki".
Francuski właściciel hipermarketów działających w Polsce nie chciał być gorszy i wprowadził kartę lojalnościową. Robiąc codzienne zakupy dla 2 osób po około 2 miesiącach będziemy mogli zabrać do domu plastikowy zegar lub komplet sześciu kieliszków (koszt ok. 8 zł.).
Konto za 0 złotych
Takie konta rzeczywiście istnieją i to bez żadnych haczyków. Niestety, często, aby konto naprawdę nic nas nie kosztowało, musimy spełnić szereg warunków. Może to być ustalone z góry miesięczne saldo, które zwolni nas z opłaty. Czasem okaże się, że owszem, nasze konto będzie darmowe, ale będziemy musieli zapłacić za posiadanie karty debetowej. Jeden z banków zwolni nas z opłat, jeżeli to na jego konto będziemy przelewali nasze wynagrodzenie.
Podobne problemy mogą czekać tych, którzy pochopnie złożyli wniosek o kartę kredytową, dlatego zanim zdecydujemy się podpisać umowę, powinniśmy dokładnie przeczytać jej warunki.
Niedomówienia w bankowości
W bankowości nieuważny klient może dosyć łatwo paść ofiarą niedomówienia. Nierzadko instytucje
finansowe często oferują promocje, które po przeliczeniu wszystkich kosztów, okazują się gorsze od
standardowej oferty.
Zdarza się, że warunki skorzystania z atrakcyjnej, reklamowanej oferty zależą od spełnienia
dodatkowych kryteriów. Klasyczne przykłady to niższa marża kredytu mieszkaniowego w zamian
za zakup dodatkowych ubezpieczeń lub korzystanie z innych produktów banku. Najczęściej
promocyjnymi warunkami premiowane jest konto zasilane co miesiąc wpływami, aktywnie
użytkowana karta debetowa lub kredytowa. Co grozi, gdy na konto jednego miesiąca nie wpłynie
przelew? Bank podwyższy oprocentowanie, w niektórych instytucjach nawet bez możliwości powrotu
do promocyjnych warunków.
W przypadku pożyczek gotówkowych klienci, którzy dadzą się złapać na lep wyjątkowo niskiego
oprocentowania, zapłacą za to w postaci kosztów ubezpieczeń. Natomiast bezpłatnie wydane karty
kredytowe okazują się darmowe tylko, jeżeli będziemy z nich aktywnie korzystać, tzn. dokonamy nimi
płatności na kwoty od kilkuset do kilku tysięcy złotych miesięcznie. Z kolei bezpłatne konto to w wielu
instytucjach kilka złotych prowizji za kartę debetową.
W praktyce to, co klienci nazywają niedomówieniem, jest zapisem regulaminu, tabeli opłat i
prowizji i umowy bankowej. Zazwyczaj osoby, które dały się nabrać na „promocję”, mogły tego
uniknąć dzięki lekturze podpisywanych dokumentów. Korzystając z usług bankowych nie można
ślepo wierzyć reklamie czy zapewnieniom doradcy, ale samemu przyjrzeć się ofercie. Im droższy,
bardziej skomplikowany i długoterminowy produkt, tym więcej czasu i energii należy poświęcić na
zrozumienie jego warunków.
Pokazy produktów i świetne „okazje”.
Chyba każdy z nas dostał kiedyś do domu zaproszenie na darmowy pokaz najnowszego robota kuchennego lub produktów z branży wellness. Zazwyczaj za samo przybycie otrzymywaliśmy niewielki upominek. Natomiast po pokazie oferowano nam zakup prezentowanych produktów po oszałamiająco niskiej cenie – pod warunkiem, że zrobimy to natychmiast (czytaj: bez zastanowienia, czy to coś jest tyle warte i czy na pewno jest nam potrzebne).
Takie pokazy to również pewnego rodzaju turystyka. Niedawno zorganizowano „wycieczkę” z Wrocławia do pewnej podberlińskiej miejscowości, gdzie prezentowano koce ochraniające przed negatywnym wpływem otaczających nas fal elektromagnetycznych. Koszt takiego urządzenia to, bagatela, 2 tysiące euro. Na pokazie można było kupić je już za jedyny tysiąc euro, co skusiło osiem osób...
Nieźle zarabiający żebrak
O bogatych żebrakach głośno zrobiło się kilka tygodni temu za sprawą akcji zorganizowanej przez urząd miejski w Poznaniu. Pojawił się tam pomysł, by żebraków opodatkować, gdyż okazało się, że zarabiają więcej niż niejeden uczciwie pracujący. Jeden z dzienników przeprowadził eksperyment i podstawił rencistę w roli żebraka. W ciągu godziny rencista zarobił sumę niewiele niższą od tej, jaką za ten sam czas pracy dostaje premier.
Równie dobrze radzą sobie muzycy-amatorzy prezentujący swoje umiejętności na ulicach większych miast. Często są to studenci, dla których klezmerka to jedyne źródło utrzymania. Niechętnie mówią o swoich dochodach, ale chwila obserwacji wystarczy, by wyrobić sobie zdanie na ten temat. Muzykując w godzinach nocnych, można dostać niemałe pieniądze od osób wracających do domu na rauszu, którym wąż chwilowo uciekł z kieszeni. Godzina grania i śpiewania jest wyceniana na około 50 złotych.
Pieniądze na ulicach zazwyczaj zbierają nie ci, którzy muszą, ale chcą. Niedawno „Dziennik Zachodni” opisał przypadek Władysława Tomczyka, ulicznego grajka z Katowic, który założył legalną działalność gospodarczą. Posiada kasę fiskalną i za drobne datki wystawia paragony.
Praca w MLM
MLM, Network Marketing, marketing wielopoziomowy – nazw jest dużo, ale proceder pozostaje ten sam. MLM to złoty interes – pod warunkiem, że znajdujemy się na jej szczycie. Mało ważne, czym firma się zajmuje – w naszym kraju najpopularniejsza jest sprzedaż kosmetyków i... produktów finansowych. Jeżeli komuś skrót MLM kojarzy się z NLP, to skojarzenie takie wcale nie jest błędne. Najważniejsza jest sama struktura i sposób działania „przedsiębiorstwa”. Pierwszy etap szkolenia nowych pracowników polega na wmówieniu im, że biorą udział w wielkim przedsięwzięciu, gdzie duże pieniądze są na wyciągnięcie ręki. Najciekawsze w całym systemie jest jednak to, że firmy takie wcale nie szukają klientów. Zależy im wyłącznie na zatrudnianiu pracowników. Dzieje się tak dlatego, że zazwyczaj ci ostatni są zarówno sprzedającymi, jak i kupującymi. W takich firmach często trzeba na samym początku wyłożyć kilkaset złotych na szkolenie lub „starter”. Potem możemy się cieszyć preferencyjnymi cenami sprzedawanych produktów. Naiwnością byłoby jednak myślenie, że dostajemy cokolwiek za darmo. Rynkowa wartość tych rzeczy jest zwykle wielokrotnie niższa niż ta, którą już po obniżce płacimy.
Do tego dochodzą pewne zobowiązania. Aby zapewnić sobie bytność w MLM i szanse na awans, musimy miesięcznie wyrobić sprzedażowe minimum. Jeśli nam się nie uda, nie tylko tracimy pozycję – możemy również spodziewać się motywującego telefonu od naszego przełożonego, który dostaje od naszych zakupów solidną prowizję.
Oczywiście są tacy, którzy zarabiają na tym duże pieniądze. Jest to jednak zazwyczaj kilka procent szczęśliwców, na których pracuje armia ludzi otrzymująca kilkuzłotową prowizję. Wizja teoretycznie możliwego awansu i zarabiania tysięcy złotych skutecznie zachęca do pracy szeregowych członków strukruty i napełnia kieszenie stojących na jej szczycie.
Mateusz Szymański
Bankier.pl
m.szymanski@bankier.pl
» 10 rzeczy, na które dasz się naciągnąć
» Małe piwo, duży zysk?
» Ile kosztuje zrobienie festiwalu?
- Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~KT 2010-09-21 08:44
- Nie wierzę że poważny portal jakim jest Bankier.pl dopuszcza do publikacji tak niefachowe artykuły. Tekst o MLM wygląda jak zbieranina komentarzy z for internetowych , piszący ten artykuł widać że nie (..)
- Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~alex 2010-09-10 21:18
- Szkoda było czasu na czytanie tych wypocin.
- Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~Paweł Wajdzik 2010-09-10 14:35
- Nie wiem co Ci ludzie chcą osiągnąć nie licząc dużej popularności strony i dużej ilości negatywnych komentarzy. Nic Pan nie wie Panie redaktorze. Jeśli w MLM zarabia się tylko na początku to dlaczego (..)
- Re: Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~xxx 2010-09-10 13:01
- hehehehehehehe Pranie mózgu działa dalej jak nalezy, bo wiedze że "wypranych" jest calkiem sporo. Co poniektorym nawet prosty tekst zrozumieć trudno. Dobrze, dobrze. Tuzy biznesu i prezisi s (..)
- Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~Ted 2010-09-10 09:57
- Mamy tu kolejny przykład manipulacji dziennikarskiej w wydaniu pana Mateusza. Nieświadomy czytelnik, a do tego pełen wiary w uczciwość i rzetelność takiego pisarczyka i takiego portalu, będzie miał t (..)
- Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~BZYK 2010-09-10 00:25
- Nie wiem jakim autorytetem i z jakiego nadania jest pan Mateusz. Nie wiem jakie MLM zna i jak dobrze, aby tak klasyfikować ten biznes. Po przeczytaniu tego artykułu odnoszę wrażenie, że ktoś zarobił (..)
- Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~Piotr Jabłoński 2010-09-09 21:54
- Pisane na kolanie czy co? Nie rozumiem podejścia redaktora "żądnego" sensacji. Ale czy oby prawdziwe. Sadziłem, ze redaktor takiej gazety chodź trochę "poszpera" i douczy się w tem (..)
- Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~Naciągnięty 2010-09-09 21:41
- Super:-) Jest afera, gawiedź czyta, wejścia rosną, reklamodawcy sypną kasą. Nie ważne, komu się dokopie i czy słusznie, ważne żeby była afera. Stopień niekompetencji autora tekstu jest astronomiczny, (..)
- Re: Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~oliwia 2010-09-14 10:21
- no nie wiem, tylu teraz tych doradcow. nie wiedzialabym do ktorego pojsc
- Re: Niewyczerpane źródło zysków - naiwność Autor: ~luft 2010-09-13 07:58
- no cóż - jak się nie chce wpaść to lepiej specjalistę odwiedzić, doradca finansowy po to się szkoli żeby takie rzeczy wiedzieć - co i gdzie a nie tylko co piszą i reklamują...


Dodaj komentarz