REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nie jest (jeszcze) źle

2009-07-23 16:00
publikacja
2009-07-23 16:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Analizowaliśmy niedawno wyniki finansowe polskich banków notowanych na warszawskiej giełdzie za pierwszy kwartał 2009 r. Większość pokazała zyski. Były one jednak znacznie skromniejsze niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, ich poziom był porównywalny z tym sprzed 3–4 lat.

Biorąc pod uwagę niezwykle trudną sytuację na światowych rynkach finansowych i w gospodarce, można postawić tezę: nasz sektor bankowy osiągnął całkiem niezły wynik netto za pierwszy kwartał. Czyżby to oznaczało, że tornado kryzysu przeszło obok nas?

Banki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie osiągnęły łącznie zysk netto za pierwszy kwartał na poziomie 1,51 mld zł. Dla porównania, w analogicznym okresie roku ubiegłego zysk netto wyniósł 3,59 mld zł. Spadek o 58 proc. można uznać za druzgocący. Jednak sytuację mamy nadzwyczajną, stąd musimy posługiwać się innymi miarami ocen. Największy po II wojnie światowej kryzys finansowy wyrządził znacznie większe szkody w sektorze bankowym w państwach o długich tradycjach gospodarki rynkowej. Spośród 15 polskich banków notowanych na naszej giełdzie tylko 3 poniosły stratę netto. Biorąc pod uwagę stosunkowo dobre inne wskaźniki, m.in. adekwatności kapitałowej, dokapitalizowanie tych instytucji powinno dać im szansę na przetrwanie najgorszego, które uważam nastąpi w III i IV kwartale tego roku. Niełatwy będzie też początek 2010 r.

Warto dodać, że aż 73 proc. ogólnej sumy zysków netto banków giełdowych osiągnęły 2 giganty polskiego rynku finansowego: PKO BP oraz Pekao SA. Rok wcześniej wskaźnik ten wyniósł 58 proc.

Rosną obawy

W sektorze bankowym doszło w pierwszym kwartale do radykalnego ograniczenia akcji kredytowej. Zaostrzano kryteria udzielania wszystkich rodzajów kredytów. Jak wiadomo, wzrastały marże odsetkowe, stanowiące premię za ryzyko, które było nieporównanie wyższe niż rok wcześniej.

Dla kredytów adresowanych do przedsiębiorstw i kredytów mieszkaniowych wymagano wyższego poziomu zabezpieczeń niż jeszcze kilka miesięcy temu. Spadł zdecydowanie wskaźnik LTV. Np. ING Bank Śląski w styczniu zażądał od klientów 20 proc. wkładu własnego, podobnie było również w innych bankach.

Jednym z najbardziej znaczących czynników ryzyka były zmiany kursów walutowych. W efekcie w znaczącym stopniu wzrosło ryzyko wypłacalności klientów. Niestety, utrzymywanie obecnych kryteriów przyznawania kredytów będzie skutkować utrzymywaniem się akcji kredytowej na niskim poziomie.

Jednak banki mają się czego obawiać – łączna kwota zaległych płatności klientów podwyższonego ryzyka w Polsce wynosiła w lutym 8,6 mld zł – jak wynika z danych z Centralnej Ewidencji Dłużników InfoMonitora oraz w Biura Informacji Kredytowej. Zaległości dotyczą kredytów hipotecznych i konsumpcyjnych, ale też bieżących płatności gospodarstw domowych (czynsz, energia, telekomunikacja, usługi komunalne). Kwota zaległych płatności stale wzrasta – średnio o około 0,5 miliarda złotych co 3 miesiące. Wraz ze wzrostem bezrobocia okres ten będzie ulegać skróceniu. Prognozy wzrostu gospodarczego dla naszego kraju mówią o bliskiej zera lub ujemnej dynamice wzrostu PKB. Wzrost bezrobocia, spadek produkcji, ograniczanie inwestycji – to może zaowocować eskalacją problemów sektora finansowego.

Gardłowym problemem banków jest szybki wzrost ilości kredytów zagrożonych, przybywa też klientów, którzy nigdy nie spłacą swych zobowiązań, a wartość przedmiotów hipotek spadła. Miniony kwartał to także znaczący wzrost wartości rezerw na utracone kredyty.

W Grupie Kapitałowej PKO BP wynik netto z tytułu odpisów na utratę wartości kredytów i innych zobowiązań stanowił na koniec pierwszego kwartału 373,6 mln zł, i był 14 razy wyższy niż rok wcześniej. W znacznie lepszej sytuacji jest Grupa Pekao SA. Tutaj odpisy stanowiły 91,7 mln zł w pierwszym kwartale bieżącego roku i były o 43,9 mln zł (o 91,8 proc) wyższe niż w pierwszych trzech miesiącach 2008 r.

Z trudnościami w odzyskaniu należności będą borykać się również pozostałe banki. Według skonsolidowanego sprawozdania Grupy BPH za pierwszy kwartał 2009 r., odpisy na należności od klientów stanowiły 311,6 mln zł i były o 49,2 mln zł wyższe niż rok wcześniej. Nie jest to tak duży stopień wzrostu, jak w innych bankach, lecz jak widać problem ściągalności rat kredytowych jest znany temu bankowi od wielu miesięcy. W Grupie BRE odpisy wzrosły 9-krotnie w ciągu roku, osiągając ostatecznie wartość 210 mln zł. Dla BZ WBK odpisy były wyższe 27 razy od tych z pierwszego kwartału ub. roku. W ING BSK nastąpił wzrost tej pozycji rachunku z 700 tys. zł do 102 mln zł, w Millennium z 11,4 mln do 129,3 mln zł, a w Kredyt Banku z 241, do 184,3 zł.

Lecz nie tylko klienci nieregulujący rat kredytowych spędzają sen z powiek bankowcom. Spadek notowań złotego przyczynił się do problemów wynikających z rozliczenia transakcji na opcjach walutowych. Kłopoty przedsiębiorstw udzieliły się bankom, które z tego powodu muszą tworzyć niejednokrotnie wysokie rezerwy. W efekcie ucierpiały obydwie strony. W skrajnej sytuacji bankructwo przedsiębiorstwa może skutkować utratą przez bank wierzytelności wynikającej z ujemnej wyceny opcji. W Fortis Bank Polska korekta do wartości godziwej zapadłych instrumentów pochodnych stanowiła w minionym kwartale 119,5 mln zł. Po uwzględnieniu dodatnich wycen innych niezapadłych jeszcze instrumentów łączna strata na instrumentach pochodnych poniesiona przez ten bank wyniosła 95,5 mln zł.

W jeszcze trudniejszej sytuacji znalazła się Grupa Millennium. W ciągu ostatniego kwartału poziom kredytów zagrożonych wzrósł tam o 410 mln zł, z czego 181 mln zł dotyczyło walutowych instrumentów pochodnych – opcji. Bank Millennium wykazywał się dużą aktywnością w zakresie zawierania złożonych transakcji opcyjnych, które w niewielkim stopniu wykorzystywali eksporterzy jako zabezpieczenie wartości przyszłych przychodów z eksportu. Zysk netto grupy spadł o ponad 90 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego i wyniósł 12,1 mln zł.

Odnotowany w BRE Banku znaczący wzrost rezerw kredytowych do poziomu 210 mln zł to nie tylko efekt pogorszenia koniunktury gospodarczej i sytuacji klientów. Aż 30 proc rezerw wynika z transakcji na instrumentach pochodnych. Warto dodać, że na koniec ubiegłego roku rezerwy na kredyty stanowiły 130 mln zł, a w pierwszym kwartale 22,2 mln zł.

Wojna o depozyty

Wojna o depozyty doprowadziła do zwiększenia kosztów odsetkowych, zatem obniżenia wyników z prowizji, co widać w sprawozdaniach finansowych banków giełdowych. W efekcie marże na lokatach terminowych osiągnęły ujemne wartości, a to przełożyło się na wynik z pozycji odsetek. Osłabienie złotego było jedną z przyczyn wzrostu aktywów banków, jednak jest i druga strona medalu – spadła zdolność kredytowa klientów, którzy zaciągnęli kredyty walutowe. Pogorszyły się wskaźniki LTV, z jednej strony z powodu wzrostu kwoty zobowiązania po przeliczeniu na złote, z drugiej z powodu obniżenia cen nieruchomości będących zabezpieczeniem kredytów i pożyczek hipotecznych, których wartość jest szacowana w złotych. To wymagało tworzenia wyższych rezerw.

W niektórych bankach w pierwszym kwartale tego roku zwiększyła się relacja wyniku z prowizji do wyniku odsetkowego w porównaniu z poprzednim rokiem. Dotyczy to następujących podmiotów: BPH, Millennium, Pekao SA, PKO BP, Getin Holding i Noble, ten jednak tradycyjnie zarabia głównie na prowizjach od zarządzania aktywami najzamożniejszych klientów. Wynika z tego, że w trudnych czasach banki chętnie sięgają do portfeli klientów poprzez podwyżki prowizji i opłat, zwalniając przy tym tempo rozwoju działalności. Np. klienci PKO BP odczuli już boleśnie wzrost kosztów prowadzenia kont. Banki mają jednak niewielkie pole manewru w zakresie podwyższania wyniku z tytułu prowizji. Na wydatne zwiększenie skali działalności, poprzez wzrost akcji kredytowej nie można liczyć w najbliższych miesiącach, gdyż awersja do ryzyka w sektorze bankowym utrzymuje się.

Dobrą notę wystawia sektorowi bankowemu Maciej Bitner, analityk Wealth Solutions: – Wyniki banków za I kwartał nie były rozczarowujące. Zysk sektora zmniejszył się do poziomu z początku 2005 r., kiedy to PKB rósł w tempie prawie 4 proc, czyli ponad 3 razy szybciej niż obecnie. W żadnym razie jednak nie rozwiewa to obaw o kolejne kwartały – najgorsze dopiero przed nami. Nawet jeśli uda nam się zamknąć PKB w roku 2009 na plusie, wbrew prognozom Komisji Europejskiej, to recesyjny kwartał lub dwa są bardzo prawdopodobne. Grozi nam też kilkopunktowy wzrost bezrobocia. Taka sytuacja wymusi wzrost odsetka niepracujących kredytów i odpisy z tego tytułu. Groźne też w dalszej perspektywie dla samych banków jest ograniczenie akcji kredytowej spowodowane obniżaniem się współczynników wypłacalności, które było widoczne u niektórych mniejszych banków już w minionym kwartale. Utrata źródeł finansowania może doprowadzić wiele firm do upadku, co przyniesie straty ich wierzycielom, pośród których znajdują się też banki... (...)

Jan Mazurek

Pełna wersja artykułu, bez skrótów opublikowana została w Raporcie „50 największych banków w Polsce 2009” do czerwcowego wydania Miesięcznika Finansowego BANK

Zaprenumeruj BANK

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Chiny szykują się na wielki krach finansowy. "Kawaleria nie nadciąga"
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~jaromir
Oj, myślę że nie tak łatwo, apogeum kryzysu jeszcze przed nami, tworzone są w bankach duże rezerwy na kredyty nieregularne.

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki