Już przed sesją wydawało się mało prawdopodobne, aby w środę rynek kontynuował wczorajsze zwyżki. Jednak raport firmy ADP Employment Services pokazujący nieoczekiwany wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym zdecydowanie poprawił nastroje na Wall Street. Humoru inwestorom nie pogorszyły też znacznie słabsze od oczekiwań dane o zamówieniach w przemyśle.
Jednakże część inwestorów zniechęciła się do kupowania akcji słysząc szefa Rezerwy Federalnej, który choć nadal wierzy w ożywienie gospodarcze w drugiej połowie roku, to po raz pierwszy przyznał, że w pierwszym kwartale PKB Stanów Zjednoczonych może się zmniejszyć. Późniejsza szarża byków nie doprowadziła do trwałych wzrostów i w końcówce sesji giełdowe indeksy znalazły się tuż poniżej poziomów z wtorkowego zamknięcia.
Dow Jones stracił 0,36%, kończąc dzień na poziomie 12.608,92 pkt. Indeks S&P500 obniżył się o 0,19%, notując wynik 1.367,53 pkt. Nasdaq zniżkował zaledwie o 0,06% i zakończył sesję na poziomie 2.361,40 pkt.
Wśród blue chipów wyróżniały się akcje Genetral Motors, które zyskały na wartości 4,1%. Po drugiej stronie znalazły się walory koncernu farmaceutycznego Merck&Co, które straciły na wartości 3,2%. Wsparciem dla indeksu DJIA były także rosnące wyceny spółek naftowych wywołane ponad trzyprocentowym wzrostem notowań ropy.
Do kupowania akcji nie zachęcała też najnowsza prognoza Międzynarodowego Funduszu Walutowego, według którego tegoroczna dynamika PKB Stanów Zjednoczonych ma wynieść zaledwie 0,5%. Jednak więcej powodów do obaw dostarczyła chyba prognoza na rok 2009, która zakłada, że wzrost gospodarczy w USA przyspieszy zaledwie o 0,1 pkt. proc.
K.K.





























































