Według pomysłu resortu, właściciele mieszkań, którzy podpiszą umowę z gminą, zakładającą że po ich śmierci mieszkanie stanie się własnością gminy, otrzymają rentę. Wysokość tej renty wynikałaby z umowy zawartej między gminą a właścicielem mieszkania.
- Na pewno nad takim pomysłem powinny pochylić się związki międzygminne czy zrzeszenia miast. Niewątpliwie w dłuższym okresie gminy czekałby spory wydatek, a zyski są trudne do oceny i często wątpliwe - mówi Roman Buła, naczelnik Wydziału Budynków i Lokali Urzędu Miasta w Katowicach.
Według niego, trzeba by bardzo długo czekać na odzyskanie pieniędzy wyłożonych przez gminę na rentę. Najpierw trzeba by dokonać wyceny mieszkania - a to kosztuje, potem zawrzeć także płatne umowy notarialne, oszacować wysokość renty, co sprawą prostą nie jest. Głowią się nad nią tęgie mózgi z towarzystw ubezpieczeń na życie, a podpisanie umowy następuje po zbadaniu potencjalnego klienta przez wskazanych lekarzy. Gminy obawiają się, że trzeba by czekać latami na odzyskanie wyłożonych pieniędzy - wszak każdemu mieszkańcowi trzeba życzyć długich lat życia...
- W tym czasie lokal będzie tracił na wartości, a renta stała będzie wypłacana. Odzyskamy mieszkania rozproszone po całym mieście, często we wspólnotach mieszkaniowych, z których przecież całkowicie chcemy wyjść. Mam w ogóle zasadnicze wątpliwości, czy gmina tym powinna się zająć, mając na uwadze olbrzymie ryzyko. Przecież obliguje nas ustawa o finansach publicznych, gdzie strata ma poważne konsekwencje - podsumowuje Buła.
Tego rodzaju rozwiązania od lat stosowane są w Stanach Zjednoczonych. Różnica jest tylko taka, że renty wypłacają banki i są one znacznie wyższe od tych, które proponuje resort. Bank sprzedaje dom lub mieszkanie po śmierci właściciela i sprzedając je - odzyskuje pieniądze. Minister Andrzej Aumiller chciałby dać takie możliwości gminie. Obiecuje takie rozwiązania ustawowe, które dałyby jej podobne korzyści, jakie mają banki.
Dziennik Zachodni
Beata Sypuła






























































