- Zatrzymanie wzrostu cen mieszkań, a w niektórych przypadkach nawet ich spadek, powinien się utrzymać w całym tym roku - mówi Andrzej Bratkowski, główny ekonomista banku Pekao SA. - Sprzyjają temu wysokie stopy procentowe, które spowodowały wzrost ceny kredytów i w związku z tym ograniczyły popyt na finansowanie, a tym samym na mieszkania - tłumaczy.
W tym roku najprawdopodobniej będą jeszcze dwie podwyżki stóp, co wpłynie stabilizująco na ceny mieszkań. Jednocześnie jednak tylko nieliczną grupę Polaków na nie stać. Według szacunków jedynie 14,5 proc., gdy np. na własne "M" może sobie pozwolić aż połowa Słowaków i 48 proc. Chorwatów - wynika z raportu ekonomistów grupy UniCredit.
- Jeśli utrzyma się w Polsce wzrost gospodarczy i uda nam się ograniczyć inflację, to w przyszłym roku stopy procentowe zaczną spadać. To zwiększy dostępność do kredytów - uważa Bratkowski. A to spowoduje, że mieszkania znów zaczną drożeć, jednak bardzo powoli, po kilka procent rocznie, a nie jak przez ostatnie dwa lata - po kilkadziesiąt procent. Wzrostowi cen będzie sprzyjać także ciągle niezbyt duża liczba nowych mieszkań oddawanych każdego roku.
- Polska ma sporo do nadrobienia. Przy utrzymaniu obecnej podaży nasycenie rynku mieszkaniami nastąpi dopiero za 14 lat - mówi Debora Revoltella, główny ekonomista UCI w regionie Europy Centralnej i Wschodniej. - Podobnie jest na Węgrzech i w Chorwacji. Natomiast w Rumunii zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych nastąpi dopiero za 32 lata - dodaje.
W naszym kraju na tysiąc mieszkańców przypada 338 lokali, gdy np. we Francji czy Hiszpanii ponad 500. Sporo także i my, i inne kraje naszego regionu mamy do nadgonienia, jeśli chodzi o standard mieszkania. W państwach "Starej Unii" średnia powierzchnia lokalu jest o ok. 20 m kw. większa niż w Polsce, a przeciętne mieszkanie jest zwykle o jeden pokój większe niż nasze. Kiedy i my osiągniemy te standardy będzie zależeć od tempa wzrostu dochodów.
POLSKA Dziennik Zachodni
Beata Tomaszkiewicz






























































