O godzinie 12:40 w Londynie za tonę miedzi płacono 6.460 dolarów, czyli o 0,9% więcej niż na zamknięciu poniedziałkowych notowań. Od szczytu z 6. stycznia czerwony metal potaniał jednak o 16%.
Wyższe ceny czerwonego surowca to w znacznej mierze skutek dzisiejszego osłabienia dolara – kurs EUR/USD rośnie o 0,3%, powracając ponad poziom 1,37$. Słabszy dolar zwiększa atrakcyjność surowców dla inwestorów rozliczających się w innych walutach.
Ale patrząc w dłuższym terminie nic nie zapowiada powrotu do hossy z 2009 roku. Do otwierania długich pozycji zniechęcają przede wszystkim ogromne zapasy niesprzedanego metalu. W składach Londyńskiej Giełdy Metali zalega 541.100 ton rafinowanej miedzi – czyli niewiele mniej niż rok temu w czasie apogeum globalnej recesji. Giełda w Szanghaju raportuje o kolejnych 114,3 tysiącach ton zmagazynowanego surowca – to najwyższy poziom od kwietnia 2004 roku. Analitycy szacują, że w całych Chinach pozagiełdowe rezerwy rafinowanej miedzi sięgają miliona ton.
Dalszej przeceny miedzi spodziewają się także eksperci z China Minmetals Nonferrous Metals – największego chińskiego pośrednika w handlu czerwonym metalem. Zdaniem analityków z Minmetals w tym roku chiński import rafinowanej miedzi będzie o połowę mniejszy niż w rekordowym 2009 roku. Według tych prognoz Chińczycy sprowadzą tylko 1,5 mln ton surowca wobec 3,18 mln ton rok temu i 1,46 mln w roku 2008.
W ten sposób chińska gospodarka pozbawiona rządowych stymulantów importowałaby tyle samo metalu, co dwa lata temu. Tyle że popyt na miedź w Ameryce Północnej i Europie jest obecnie znacznie niższy niż przed recesją, co pozwalałoby oczekiwać znaczącej nadprodukcji czerwonego metalu.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































