Komentatorzy są zgodni, że za tak wysokie notowania miedzi odpowiadają niskie stany zapasów. Chociaż dzisiejszy raport LME mówi o ich wzroście o 0,9% (do poziomu 116,2 tys. ton), to od początku roku rezerwy czerwonego metalu zmniejszyły się o 41%.
W obliczu tak niskich zapasów spekulacje na temat problemów z podażą padają na podatny grunt. Analitycy z Goldman Sachs prognozują, że w tym roku globalna produkcja miedzi wzrośnie tylko o 6,6%, co ma być skutkiem problemów w Południowej Ameryce. Specjaliści z Goldmana mając na myśli groźbę strajków górniczych obniżyli swoje szacunki wydobycia o 60 tys. ton.
Jeszcze gorszy scenariusz rysuje Jeremy Gray, analityk z londyńskiego oddziału Credit Suisse. Według ostatniego raportu z tej firmy cena tony miedzi może osiągnąć nawet 12.000$. Swoją prognozę Gray opiera na kombinacji niskich zapasów oraz mniejszej produkcji w kopalniach będącej efektem strajków i trzęsień ziemi.
Tymczasem na londyńskiej giełdzie przed południem tona miedzi z trzymiesięcznym terminem dostawy kosztowała 8.710 dolarów, czyli o 0,5% więcej niż na piątkowym zamknięciu notowań. Na początku marca kurs miedzi poprawił swój historyczny rekord, osiągając poziom 8.820$.
K.K.



























































