Według danych agencji Bloomberga w tym miesiącu korelacja pomiędzy kursem EUR/USD a ceną miedzi wyniosła 0,63, podczas gdy w ubiegłym roku liczba ta była trzy razy mniejsza. To pokazuje, w jakim stopniu deprecjacja amerykańskiej waluty wpływa na wycenę czerwonego metalu, który od początku roku podrożał o prawie 30%.
Mocniejszy dolar czyni surowce w nim kwotowane droższymi dla inwestorów dysponujących innymi walutami, co może skłaniać do realizacji zysków i zatrzymuje napływ świeżej gotówki na rynek metali przemysłowych.
Dlatego też we wtorek przed południem za tonę miedzi z trzymiesięcznym terminem dostawy płacono w Londynie 6.550 dolarów, czyli o 0,8% mniej niż na poniedziałkowym zamknięciu notowań na LME.
Jednakże notowania czerwonego metalu wspierane są przez niskie zapasy znajdujące się w magazynach LME – według dzisiejszego raportu londyńskiej giełdy zmniejszyły się one o 675 ton, do poziomu 109,7 tys. ton. Łącznie z rezerwami giełd w Szanghaju i Nowym Jorku zapasy miedzi wynoszą 168,9 tys. ton i wystarczają na zaspokojenie 3,3 dnia globalnego zapotrzebowania. Tymczasem w zeszłym roku wskaźnik ten ukształtował się na średnim poziomie 4,9 dnia.
O problemach z dostępnością miedzi świadczy też bardzo wysoka premia płacona za surowiec z natychmiastowym terminem dostawy. Na poniedziałkowym zamknięciu notowań na LME wynosiła ona aż 143 dolary na tonie.
K.K.



























































