Japoński minister finansów Yoshihiko Noda powiedział, że jego kraj kupi obligacje emitowane przez Europejski Fundusz Stabilności Finansowej, który z kolei finansuje pożyczki dla eurobankrutów (czyli jak dotąd tylko dla Grecji i Irlandii). Japonia dołączy w ten sposób do Chin i Norwegii, które już wcześniej wyrażały gotowość pożyczenia pieniędzy strefie euro.
Ta informacja uspokoiła inwestorów, którzy przez ostatnie dni wyprzedawali akcje i surowce w obawie przed eskalacją kryzysu w Europie. W górę poszły notowania euro wobec dolara, co pomogło podnieść ceny metali przemysłowych.
O godzinie 13:00 w Londynie za tonę miedzi płacono 9.500 dolarów, czyli o 1,6% więcej niż w poniedziałek. Od szczytu wszech czasów sprzed tygodnia do wczorajszego popołudnia notowania czerwonego surowca spadły w sumie o 480 USD.
„Większość graczy wciąż liczy na wzrosty cen miedzi” – uważa Andrey Kryuchenkov, analityk z VTB Capital, cytowany przez Bloomberga. Według ekspertów z brytyjskiego Standard Bank średnioroczna cena miedzi ukształtuje się na poziomie 9.200 USD, zaś w przyszłym roku sięgnie 10.000 dolarów.
„Trwające ożywienie gospodarcze wzmocni popyt, który w połączeniu z brakami po stronie podaży stworzy mocne podstawy fundamentalne” – napisał Leon Westgate, autor raportu Standard Banku, szacując tegoroczny globalny niedobór miedzi na 385 tysięcy ton.
Tymczasem od połowy grudnia na świecie obserwuje się wzrost zapasów rafinowanego metalu. Stan rezerw na giełdzie w Szanghaju jest najwyższy od sześciu miesięcy, zaś zapasy w składach LME wzrosły dziś o 1.350 ton, sięgając 379.650 ton. W zeszłym roku rezerwy miedzi londyńskiej zmniejszyły się o 25%, co było najsilniejszym spadkiem od sześciu lat.
K.K.




























































