Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

2012-01-26 13:30 Źródło: Przegląd Finansowy

Michał Skowronek: Pamiętajmy o konsumencie!


Mówi się, że merchanci płacą za dużo, że aquierzy mają wysokie koszta, że banki stracą, jeżeli obniży się interchange. Nie mówi się nic o konsumencie, który tak naprawdę jest motorem napędowym obrotu bezgotówkowego. I to jest smutne - o kwestii obniżki interchange rozmawiamy z Michałem Skowronkiem, Dyrektorem Generalnym MasterCard w Polsce.
 
Narodowy Bank Polski zapowiada obniżenie stawek interchange. Jeżeli uczestnicy rynku nie wypracują własnego konsensusu, będzie dążył do odgórnych regulacji prawnych. Co to oznacza dla biznesu kartowego?
MasterCard w swoim podejściu do interchange zawsze jest za takim poziomem interchange, który będzie właściwy dla danego rynku. Właściwy ze względu na poziom rozwoju rynku, ze względu na to, żeby interchange był regulowany przez prawa konkurencji i wolnego rynku, a nie regulatora. Chcemy, żeby opłata interchange była stymulatorem rozwoju obrotu bezgotówkowego.


Patrząc na całe spektrum rozmów o interchange często zapomina się kompletnie o perspektywie konsumenta. Mówi się, że merchanci płacą za dużo, że aquierzy mają wysokie koszta, że banki stracą, jeżeli obniży się interchange. Nie mówi się nic o konsumencie, który tak naprawdę jest motorem napędowym obrotu bezgotówkowego. I to jest smutne. Tymczasaem na świecie mamy już wystarczająco dużo przykładów tego jak administracyjne regulowanie interchange odbijało się na użytkownikach kart.

Weźmy przykład Australii, bodajże z 2001 albo 2002 roku, gdzie interchange został ograniczony o niemal połowę. Po kilku latach funkcjonowania obniżonej opłaty  Narodowy Bank Australii opublikował raport o wpływie tej zmiany na rynek. Wnioski? Agenci rozliczeniowi obniżkę interchange w pełni przekazali do merchantów - czyli opłaty, które merchant ponosił, zmniejszyły się o tyle, o ile obniżył się interchange. Merchanci całą obniżkę opłat skonsumowali w postaci dodatkowej marży - ze względu na obniżone koszta, oferta dla konsumenta się nie poprawiła. Czyli mówiąc wprost: ceny w sklepach się nie obniżyły, a podobno jest to jeden z elementów wpływających na cenę towarów w sklepach. Tak przynajmniej w Polsce twierdzą organizacje reprezentujące handel. Przychody banków oczywiście obniżyły się, a oferta usług bankowych dla konsumenta bardzo mocno się pogorszyła. Koszta około kartowe dla kart standardowych podniosły się o ok. 20 procent. Opłaty dla kart, które niosą większą wartość dla klienta – wzbogaconych o programy lojalnościowe czy programy punktowe, wzrosły o 80 procent. Efekt jest taki, że konsument nie płaci mniej w sklepie, a płaci więcej za produkty bankowe. Ten, który jest kluczowym punktem do rozwoju bezgotówkowego, ma gorszą ofertę.

Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych?
Trzy miesiące temu w USA weszła w życie poprawka Durbina. Na początku grudnia pojawiły się artykuły podsumowujące pierwsze zauważalne zmiany. Wynikało z niego, że 820 milionów dolarów zaoszczędzonych w postaci obniżenia stawki interchange fee zostało skonsumowanych przez handel. W tym samym czasie ceny detaliczne w sklepach poszły w górę o 2 procent. Banki ogłosiły zmiany cen produktów finansowych, co wywołało ostrą reakcję klientów i powstrzymanie podwyżek, aczkolwiek myślę, że wkrótce te ceny wzrosną.

W Polsce za wcześnie na obniżanie opłat?
Każdy, kto prowadzi biznes, bierze pod uwagę własne wyniki finansowe i interesy udziałowców. Z tej perspektywy mówimy, że obniżenie stawek interchange fee, na bazie doświadczeń na innych rynkach, nie wpływa pozytywnie na konsumenta, który dla nas jest centralnym punktem układu. Od niego bardzo mocno zależy to, jak dalej obrót bezgotówkowy będzie się w Polsce rozwijał. Jest jeszcze grupa krajów, gdzie interchange funkcjonuje na niższym poziomie. Czy po obniżce opłat rynek dalej będzie się rozwijał? Poszukajmy krajów statystycznie istotnych dla porównania z Polską: powinny rozpocząć biznes kartowy mniej więcej w tej samej dekadzie, by okres rozwoju był podobny. Poszukajmy krajów, które mają relatywnie niższy poziom stawek interchange fee od samego początku rozwoju biznesu. Możemy spojrzeć na Rumunię, możemy spojrzeć na Bułgarię, możemy spojrzeć na Ukrainę, czy nawet Czechy i Słowację. Są to rynki bliskie, i mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęły biznes kartowy. Polska chyba nie chciałaby być porównywana do tych krajów, jeżeli chodzi o rozwój biznesu.

Jesteśmy o wiele bardziej zaawansowani, jeżeli chodzi o rozwój kart i obrót bezgotówkowy. Nasza sieć akceptacji jest lepiej rozwinięta. Czechy poza Pragą, jeżeli chodzi akceptację kart, nie wyglądają najlepiej. Taka sama sytuacja jest na Węgrzech - poza dwoma, trzema dużymi miastami akceptacja wcale dobrze nie wygląda, a interchange na Węgrzech też był zawsze niższy. Poziom wydatków „na terminal” jest dużo niższy. Poziom rozwoju szczególnie innowacyjnych narzędzi płatniczych, które w Polsce są świetnie rozwinięte i cały czas bardzo mocno się rozwijają, jest też o wiele gorszy. Warto pamiętać o tym, że dziś w Polsce główną siłą, która rozwija rynek obrotu bezgotówkowego, innowacyjnych rozwiązań płatniczych, są jednak banki. Ani MasterCard, ani Visa - główny ciężar i większość działań leży po stronie banków. Jeżeli potencjalnie interchange fee w Polsce zostałby obniżony, to zostają obniżone wpływy banków z tego tytułu, a tym samym ich zaangażowanie w rozwój obrotu bezgotówkowego może spaść.

Prezes Pietraszkiewicz ostrzega, że pod znakiem zapytania stają innowacje, na które po prostu banków może nie stać.
Jestem daleki od kategorycznego stwierdzenia, czy obniżenie interchange w Polsce jest  dobre czy złe. Wolę opierać się na faktach i obserwacji rynków, gdzie albo interchange został obniżony, albo od wielu lat jest na dużo niższym poziomie. Nie opierajmy się na nieudowodnionej teorii, wedle której, jeżeli będą niższe koszta akceptacji kart, to więcej małych, czy średnich sklepów zdecyduje się na terminale. Oczywiście można mówić, że koszt obsługi kart jest elementem blokującym rozwój sieci terminali, natomiast pytanie, czy to ten najważniejszy element. Spójrzmy na rozmiar szarej strefy w Polsce. Jest oceniana na 20-25 procent obrotu handlu. Jeżeli – powiedzmy - 20 procent handlowców funkcjonuje w szarej strefie, nie płaci podatku VAT ani dochodowego? To jak do takiej „zachęty” finansowej ma się obniżenie interchange, który dziś wynosi - przyjmijmy - 1,5 procenta? Przyjmijmy nawet obniżkę o 1 procent. Jak ten procent obniżki na kosztach ma się do 23% czy 19% kolejnych „korzyści” podatkowych, które ci, którzy działają w szarej strefie, wykorzystują? To nie będzie zachęta finansowa, która spowoduje wzrost obrotu bezgotówkowego w szarej strefie.

W którą stronę miałby iść sam rozwój ilości terminali? Mali handlowcy martwią się o swoje niskie marże – normalny interchange zabijałby absolutnie biznes. Czy model dotowania terminali dla takich punktów ma sens? Czy jest granica opłacalności, której nie warto jest przesuwać na siłę?
Z naszej perspektywy bardzo istotnie przy budowie struktury stawek interchange fee jest  myślenie o modelu ekonomicznym merchantów w różnych grupach, różnej skali handlu. Kioski czy małe sklepy, gdzie większość transakcji to transakcje niskokwotowe obejmujemy podejściem segmentacyjnym. Proszę zwrócić uwagę, że już od ponad półtora roku mamy stawki interchange dostosowane do mikropłatności, czyli płatności o niskiej wartości. To stawka dużo niższa od standardowej. Dla transakcji do dwudziestu złotych jest dużo niższa, dopiero powyżej czterdziestu złotych zaczyna się ten poziom stawek, o którym mówi NBP. Ktoś, kto prowadzi kiosk ma zupełnie inny model ekonomiczny i sprzedaje artykuły na zupełnie innych marżach, więc nie mówimy tutaj o interchange na poziomie 1,5 procenta, tylko poniżej 1 procenta, który już jest. Pytanie teraz, czy agent rozliczeniowy podpisując umowę z punktem handlowym swoją ofertę dostosowuje tak, żeby uwzględniać te stawki? Kto jest beneficjentem tych obniżonych stawek? Czy to faktycznie jest sklep, czy kiosk, czy może agent rozliczeniowy, który ustawia jedną stawkę na wszystkie transakcje? Jesteśmy od tego, żeby wprowadzać na rynek narzędzia, na przykład inne stawki interchange fee dostosowane do mniejszych, średnich sklepów, czy do niższych poziomów transakcji, które później są wykorzystywane przez poszczególnych graczy na rynku - czy to strony agentów rozliczeniowych, czy to strony wydawców kart.

 Oprócz tych dwóch: Micro Payments i Low Value Payments, mamy wdrożone osobne stawki interchange fee dla płatności za rachunki. To zupełnie inny model ekonomiczny operatora, który przyjmuje rachunek. Elektrownia, która wystawia rachunek na sto złotych, tego półtora procenta nie zapłaci. Poziomy stawek interchange fee ustalone są w postaci płaskich opłat o wysokości groszy. Zupełnie inne poziomy stawek funkcjonują dla handlu hurtowego. Także inny poziom stawek dla poczty. Dopasowujemy poziom interchange fee do modeli ekonomicznych poszczególnych grup merchantów czy wartości transakcji, żeby otwierać nowe segmenty płatności, które dzisiaj są płatnościami gotówkowymi. Chcemy otworzyć je na płatności kartowe i po to, żeby rozwijać obrót bezgotówkowy. Teraz naszym zadaniem jest podejście do interchange i zarządzania opłatami tak, żeby utrzymać rozwój rynku.

Co z kartami ekskluzywnymi, z wysokimi stawkami interchange?

Owszem, jest grupa kart, która działa na wyższym poziomie opłat. To karty, które dla konsumenta niosą bardzo wysoką dodatkową wartość w postaci programów lojalnościowych, punktowych, jak również darmowych usług, takich jak concierge, czy ubezpieczenia. Podwyższony interchange równoważy model ekonomiczny po stronie banku – czyli koszt zaoferowania takiej wartości konsumentowi. Inwestycja banków w te produkty jest dużo większa, niż podwyższony poziom interchange. Konsument jest największym beneficjentem tego produktu i można się spierać, czy konsument, mając taką kartę wydaje mniej, czy więcej u merchanta [...].
Przeczytaj całość! Pobierz Przegląd Finansowy.

Rozmawiał Michał Kryński,
PRNews.pl




Komentarze do artykułu

Wiadomość przez email

Dziennik Bankier.pl
Tygodnik Firma
Twój e-mail: