Głosowanie na wysepkach u zachodnich wybrzeży Irlandii odbywa się zawsze z pewnym wyprzedzeniem, gdyż często sztormowa pogoda odcina je na wiele dni od reszty kraju. W sumie chodzi o niewiele ponad 2 tysiące osób z 13 skalistych wysepek - ojczyzny tradycyjnego rybołówstwa, grubych wełnianych pulowerów i ostoi języka irlandzkiego. Wynik głosowania na wyspach Aran, Achill, Clare, Inishturk, Inishmore, czy Inishboffin nie zaważy na wyniku referendum. Ale można przypuszczać, że ich mieszkańcy stoją rozdarci między tradycją skrajnej oszczędności - co zgadza się z duchem paktu fiskalnego - a zażarcie strzeżonej samodzielności, co kłóci się z nakazami dalekiej Brukseli.
Irlandzkie i brytyjskie media wróżą zwycięstwo obozowi TAK, ale niezdecydowanych jest nadal tylu, że wynik będzie do końca niepewny. Nie tylko pasterze i rybacy z dalekich wysp, ale i zamożna klasa średnia w Dublinie przeżywa rozterki. Wysłannik londyńskiego dziennika "The Daily Telegraph" przysłuchiwał się jednej z publicznych debat, zorganizowanej na zamożnym przedmieściu irlandzkiej stolicy, gdzie niemal wszyscy zdawali się przekonani do paktu, ale na koniec nie padł za nim ani jeden głos.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Grzegorz Drymer/Londyn /pbp
Źródło:IAR






























































