REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Lokata wygra z funduszem?

2006-12-05 06:34
publikacja
2006-12-05 06:34
Lokaty. Banki, w pogoni za środkami na nowe kredyty, znów starają się przyciągać oszczędności. I kuszą wysokimi odsetkami, niespotykanymi jeszcze pół roku temu.

Nawet 7-proc. odsetki na lokacie? ROR, dzięki któremu zarobi się więcej niż za sprawą funduszy rynku pieniężnego (a nawet obligacji), dotychczas uznawanych za alternatywę dla bankowych depozytów? I w dodatku brak kar za zerwanie lokaty przed terminem?

Dlaczego nie? Tak właśnie banki walczą dzisiaj o polskich klientów. Ale uwaga! Nie wszystkie. I nie zawsze dają tyle, ile obiecują.

A wydawało się już, że pieniędzy nie należy trzymać na bankowych lokatach. Niska inflacja oraz spadające oficjalne i rynkowe stopy procentowe (a wraz z nimi – ceny kredytów) sprawiały, że jeszcze wiosną tego roku oprocentowanie depozytów było niemal symboliczne. I nagle coś drgnęło – w bankach pojawia się w tym roku coraz więcej pieniędzy – ostatnio było ich tyle na rachunkach w roku 2002. Dlaczego tak się dzieje? W wielu z nich zdano sobie po prostu sprawę, że dalszy spadek poziomu oszczędności, czyli depozytów, oznacza kłopot z finansowaniem kolejnych kredytów. I zaczęto gwałtownie szukać deponentów. To samo czeka wkrótce cały ten rynek.

Na przykład Pekao SA. Chwali się ulokowanymi oszczędnościami, wartymi prawie 68 mld zł – ale z tego zaledwie 26 mld zł to lokaty ludności, stanowiące najlepsze źródło finansowania akcji kredytowej. Reszta to albo depozyty przedsiębiorstw (często krótkoterminowe), albo też aktywa funduszy inwestycyjnych – zupełnie nieprzydatne przy udzielaniu kredytów…

W znacznie lepszej sytuacji jest PKO BP,w którym łączna kwota przyznanych kredytów stanowi tylko 66 proc. wartości depozytów i 85 proc. oszczędności ludności (dla porównania – w Pekao SA – 132 procent). O ile zatem największy polski detalista może sobie (na razie) pozwolić na niższe oprocentowanie lokat, o tyle drugi na rynku gracz powinien zadbać o swoich dotychczasowych deponentów; co więcej – poszukać nowych.Bowiem konkurencja nie śpi. W tych poszukiwaniach na razie celują inne banki, zwłaszcza mniejsze, bardzo ekspansywne na rynku kredytów, jak np. Eurobank, Dominet i Getin.

Jeden z najważniejszych kierunków wytyczył dwa lata temu ING Bank Śląski, wprowadzając na rynek Otwarte Konto Oszczędnościowe. Za nim poszły inne banki. Polbank zaoferował na swoim koncie odsetki równe 4,5 proc., na co odpowiedział ING BSK, dodając – promocyjnie – 1,75 proc., a potem wręcz podnosząc oprocentowanie.

Konto oszczędnościowe zawiera w sobie cechy konta osobistego i lokaty terminowej. Z tym pierwszym łączy je możliwość dostępu do odłożonych pieniędzy w każdym momencie (za pomocą karty debetowej) – bez utraty odsetek. Tę drugą przypomina oprocentowaniem, często nawet wyższym niż na tradycyjnych lokatach. Na ogół wysokość odsetek uzależniona jest od stanu konta (wyjątkiem jest oferta mBanku – eMax i eMax Plus) – są tym wyższe, im więcej na nim pieniędzy.

Niestety, w tej beczce miodu musiała się znaleźć łyżka dziegciu. Bezpłatnie można z takiego konta pobrać pieniądze tylko raz w miesiącu – każda następna wypłata kosztuje. I to sporo: od 5 – 6 zł (dla własnych klientów), do nawet 10 złotych. Poza tym niektórzy – np. Lukas Bank – prowadzą konto oszczędnościowe w ramach rachunku osobistego, za który trzeba płacić dodatkowo. Nordea Bank dopuszcza natomiast możliwość niepobierania prowizji za wypłatę, lecz zastrzega sobie przy tym dość szczególne warunki. Nic nie zapłaci bowiem tylko taki klient, który złoży zlecenie przelania środków na inny rachunek typu Nordea Progres lub w tym samym dniu złoży (za pośrednictwem infolinii albo w oddziale) dyspozycję otwarcia rachunku – lokaty terminowej o terminie zapadalności równym lub dłuższym niż sześć miesięcy. Lub wreszcie – zakupi polisę Nordea Profit Plus, inny produkt ubezpieczeniowo-lokacyjny bądź obligacje emitowane przez bank.

Nawet mając takie ograniczenia, konto oszczędnościowe bije na głowę tradycyjną lokatę, nic zatem dziwnego, że i one zaczęły się zmieniać. Przede wszystkim śmiercią naturalną zgasła powszechna dawniej praktyka karania klienta za zerwanie lokaty naliczaniem odsetek na poziomie oprocentowania rachunku bieżącego (do 0,5 procent).

Inne banki zamiast karać – nawet już nagradzają. Deutsche Bank PBC w swojej lokacie Plan Premia proponuje bonusy: od 2-proc. odsetek po pierwszym roku do 10 proc. za cztery lata. A w czasie trwania depozytu dopuszcza zarówno dopłaty, jak i wypłaty.

W przypadku oferowanej przez Bank Millennium 12-miesięcznej lokaty Progresywnej Plus możliwe jest tylko jej zerwanie – klient otrzyma wówczas odsetki za okres jej utrzymywania. Ta propozycja ma jednak mankamenty. Przede wszystkim nie wiąże się z równym oprocentowaniem: odsetki rosną co miesiąc i w ostatnim wynoszą 5 procent. Jeśli posiadacz lokaty ma konto w banku, na które wpływa miesięcznie minimum 2 tys. zł, otrzyma dodatkowy punkt procentowy odsetek; jeśli ma na dodatek co najmniej 10 tys. zł w jednostkach funduszy inwestycyjnych Millennium TFI – kolejny punkt. W efekcie oprocentowanie wyniesie więc 7 proc. – czyli tyle, ile w bankowych reklamach – ale… tylko za ostatni miesiąc oszczędzania! Przy maksymalnej premii średnie oprocentowanie za cały okres lokaty wyniesie „zaledwie” 3,85 proc., co już aż tak atrakcyjne nie jest.

Znacznie lepiej na kontaktach z Millennium wyjdą klienci biorący udział w organizowanej przez ten bank aukcji lokat. Podczas jej trwania klient składa ofertę, w której deklaruje pożądaną wysokość oprocentowania i planowaną kwotę lokaty. Pieniądze na tę lokatę musi mieć na rachunku jeszcze przed zakończeniem aukcji. Bank ustala wartość aukcji i sortuje oferty od najniższego do najwyższego oprocentowania. W przypadku jednakowych ofert – wygrywa złożona wcześniej. Maksymalne możliwe do wylicytowania oprocentowanie sięga 6 procent rocznie.

Zamiast licytować, można negocjować. Każdy chyba bank zgodzi się na takie rozwiązanie w przypadku klienta, który chciałby wpłacić większą kwotę – to znaczy co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. W Pekao SA jest to 20 tysięcy. Wysokość oprocentowania, ustalana indywidualnie, może bazować na stałej lub zmiennej stopie procentowej, stosownie do życzenia zainteresowanego, podobnie jak czas trwania lokaty – od dwóch dni do roku.

W PKO BP i w Lukas Banku rozmowy zaczynają się od 50 tys. złotych. A ile można wynegocjować? Podstawą są rynkowe stopy procentowe, ale – oceniając oficjalne oferty innych banków – nie należy przypuszczać, by było to więcej niż 6 proc. (i to przy dużym szczęściu).

Na złotych oszczędności się jednak nie kończą – zdarza się, że bardziej opłaca się założyć lokatę w walucie obcej. Najlepiej w tej sytuacji iść do Noble Banku – tam za kwotę wyższą od 50 tys. dol. dostanie się po roku 5,5 proc. odsetek. Podobnie jak przy lokatach złotowych – można negocjować. Oprócz tego mamy bez liku lokat dynamicznych (z rosnącym oprocentowaniem), z funduszami inwestycyjnymi, z ubezpieczeniami.

Zawsze jednak warto pamiętać o przysłowiu: Co nagle, to po diable. Lepiej dokładnie zapoznać się z warunkami, a dopiero potem powierzać bankowi pieniądze. Zrywanie niechcianej lokaty wciąż sporo kosztuje...

Przemysław Szubański
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Inwestor Wojtek: Ta spółka w końcu wejdzie na wyższy poziom? Chyba się skuszę
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~kRIs
na funduszu akcyjnym zarobilem w ciagu ostatnich dwoch lat 70 %. mysle, ze zaden bank nie zaproponuje mi takich warunkow...
~bank gdański
ze milenium oszukuje to nie nowość to bank jest jako skarbnik sld wykupiony przeznichjako gdański.a ze komuchy to złodzieje to i bank oszukuje.
~euzebiusz
działki tak byle nie na kredyt - w Polsce jest jeszcze tyle ziemii ,
że starczy na dziesięciolecia i nie ma potrzeby zaciągania kredytów ;
banki już nie mają pomysłu na kreowanie pustego pieniądza , który
szybko się wyczerpie patrząc na kompletny idiotyzm polskiego kredytobiocy
~wrocławianin
Rok temu w II kw. 2005r. kupiłem pod Wrocławiem działkę gruntu za 65 zł/m2 /rola w dobrym sąsiedztwie, woda, prąd i sąsiad wybudowany/. Obecnie nie ma działek poniżej 120 zł/m2 z dobrym sąsiedztwem. Nie jest istotne czy działka jest budowlana lub rolna. Liczy się tzw. dobre sąsiedztwo i uzbrojenie techniczne w media.
Jeśli nie
Rok temu w II kw. 2005r. kupiłem pod Wrocławiem działkę gruntu za 65 zł/m2 /rola w dobrym sąsiedztwie, woda, prąd i sąsiad wybudowany/. Obecnie nie ma działek poniżej 120 zł/m2 z dobrym sąsiedztwem. Nie jest istotne czy działka jest budowlana lub rolna. Liczy się tzw. dobre sąsiedztwo i uzbrojenie techniczne w media.
Jeśli nie ma Planów Zagospodarowania Przestrzennego to występujemy o Warunki Zabudowy/ bo wtedy nawet te działki, które są budowlanymi wymagają takich samych procedur jak działki czysto rolne, nie ponosimy żadnego ryzyka, można wszystkiego dowiedzieć się w Gminie/. Czas wydania Warunków Zabudowy to 2-4 miesięcy. Gminy zawsze odpowiadają pozytywnie, gdy działka jest uzbrojona lub sąsiad jest przynajmniej w trakcie budowy, Gmina nie ma podstaw prawnych do negatywnej odpowiedzi, chyba żeby chciała budować drogę. Niektóre gminy podchodzą jeszcze luźniej tzn. do trzeciej działki włącznie. Jeśli chodzi o kredyt, to posiłkujemy się do momentu wydania warunków zabudowy pożyczką hipoteczną, a następnie robimy konwersję na kredyt hipoteczny. Ja tak zrobiłem i jestem Zadowolony.

Wybudowałem dom za 2500zł/m2. wyposażenie standardowe.
działka 1500m2. Dom 150m2. Koszt działki w cenie domu 650zł/m2. Łącznie koszt budowy 2500+650=3150zł/m2!!!. Jakbym kupił działkę 1000m2 to by wychodziło ok. 2950zł/m2 z kosztem działki łącznie.

Ceny mieszkań we Wrocławiu 6500-8000zł/m2 stan deweloperski. Stan do zamieszkania 7000-8500zł/m2

Udział koszt działki do około 1500zł/m2 ceny powierzchni użytkowej budynku mieszkalne go jest do zaakceptowania. Musi być tylko blisko i dobry dojazd do miasta!!!. Jeśli działka nadaje się na dwa domy to możemy ją przeliczyć na podwójna powierzchnię użytkową budynku.
Myślę, że ceny działek pod koniec 2008r. w dobrych podwrocławskich lokalizacjach osiągną ceny 180-250zł/m2.
Bielany Wrocławskie są szczególnym wyjątkiem z cenami obecnie 300-500zł/m2, koniec 2008r 350-600zł/m2.

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki