W punkcie skupu i sprzedaży złota przy ul. Zachodniej już rzadko kto
dopytuje się o 20-dolarówki, 10-rublówki czy krugerandy - złote monety bez
nominału (tylko z podaną wagą). A tak było przez kilka minionych miesięcy,
gdy ceny złota na światowych rynkach pięły się w górę (teraz się
ustabilizowały). Łodzianie likwidowali wówczas konta dewizowe i zamieniali
oszczędności na złote walory, licząc, że na tym zarobią. Przed kasą NBP
ustawiały się kolejki po złote monety, tzw. bulionowe, służące właśnie
lokacie kapitału. Gdy kurs złota pnie się w górę, można je odsprzedać z
zyskiem w tym samym banku.
Teraz łodzianie doceniają silną złotówkę i zakładają lokaty terminowe w
bankach oferujących np. 8 proc. odsetek po roku oszczędzania (od
spodziewanych zysków trzeba jednak odjąć podatek Belki).