REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kurski: pakiet klimatyczny to "brednie i szaleństwo"

2012-02-19 09:49
publikacja
2012-02-19 09:49
Dodaj Bankier.pl w Google
Protest przeciwko pakietowi klimatycznemu ma szansę stać się pierwszą masową petycją w historii Unii Europejskiej.

Od pierwszego kwietnia obywatele Wspólnoty będą mogli składać masowe petycje. Umożliwia to Traktat Lizboński. Jeśli co najmniej milion obywateli siedmiu krajów członkowskich opowie się przeciwko pakietowi, Bruksela będzie musiała zareagować. Na to liczą przeciwnicy idei szybkiego odchodzenia od gospodarki węglowej. Wskazują, że wymuszanie na przemyśle redukcji emisji CO2 spowoduje przeniesienie produkcji do Azji: tam kominy będą dymiły tanio i bez ograniczeń. W Unii Europejskiej, szczególnie w krajach takich jak Polska, znacząco wzrośnie za to cena energii elektrycznej. Krytycy pakietu ostrzegają przed upadkiem całych gałęzi przemysłu na naszym kontynencie.

Klub Parlamentarny Solidarnej Polski zapowiedział w tej sytuacji skorzystanie z możliwości jaką daje Europejska Inicjatywa Obywatelska. Europoseł Jacek Kurski jest przekonany, że milion podpisów uda się bardzo łatwo zebrać w pogrążonej w kryzysie Europie. W Polskim Radiu mówił, że pakiet to "brednia i szaleństwo", które zabije energetykę i wzrost gospodarczy nie tylko u nas, ale w Polsce szczególnie.

Zanim zaczną napływać protesty, dziewiątego marca ma dojść do spotkania unijnych ministrów do spraw środowiska. Tematem będzie pakiet klimatyczny czyli obniżenie emisji CO2. Komisja Europejska nie zamierza poprzestać na wynegocjowanym pułapie dwudziestoprocentowej obniżki emisji do roku 2020. Chce trzydziestoprocentowej redukcji.

Prócz nas boją się pakietu Estonia, Łotwa i Czechy. Także kraje, które zainwestowały w pozyskiwanie tak zwanej zielonej energii, zaczynają się wycofywać. Hiszpania orzekła, że jej na to nie stać w czasach kryzysu: inwestowanie w czystą energię zwiększa jej dług publiczny. Jest więc szansa, że tym razem Polsce uda się wokół tej kwestii zbudować koalicję zainteresowanych państw. Analitycy przypominają, że w połowie ubiegłego roku samotnie zdecydowaliśmy się na weto w sprawie pozwoleń na emisję.

Zdaniem ekspertów, sytuacja jednak jest trudna, bo właśnie przystępujemy do negocjowania wspólnotowego budżetu na lata 2014-2020 i w którymś miejscu będziemy musieli ustąpić. Dlatego wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak waży słowa i niejednokrotnie wskazuje na niezaprzeczalne korzyści płynące z czystych technologii. Spotkał się też z profesorem Jeremy'm Rifkinem, autorem przetłumaczonych na kilkadziesiąt języków analiz dotyczących nowych technologii. Z prac tych korzystają korporacje i agendy rządowe wielu krajów.

Profesor Rifkin jest przekonany, że Polskę stać na zainwestowanie w nowoczesność. W rozmowie z Polskim Radiem podkreślił, że bez względu na to jaką decyzję podejmiemy i tak będziemy musieli inwestować. Zaznaczył, że w europejskich funduszach rozwojowych zarezerwowano dla Polski, na modernizację infrastruktury, w ostatnich pięciu latach, 67 miliardów euro. "Możecie otrzymać jeszcze więcej z nowego budżetu. Pytanie brzmi: w co włożycie te pieniądze. Musicie to rozważyć", powiedział Jeremy Rifkin podczas wizyty w Warszawie.

Według szacunków Krajowej Izby Gospodarczej, w 2030 roku wydatki polskich przedsiębiorstw, związane z redukcją emisji CO2, mogą sięgnąć 22 miliardów złotych. Już za 3 lata koszty te wyniosą 5 miliardów. Niektórzy eksperci przewidują, że wskutek wdrożenia pakietu klimatycznego ceny energii elektrycznej w Polsce w ciągu 10 lat wzrosną nawet o 100%. Dziewięćdziesiąt cztery procent prądu produkujemy z węgla.

Polski rząd, pod ogromną presją państw członkowskich i unijnych instytucji, zgodził się na pakiet klimatyczno-energetyczny w 2008 roku.

IAR

Źródło:IAR
Tematy

Komentarze (8)

dodaj komentarz
~marian
zamiast wspierać energetykę wiatrową i politykę rodzinną mamy protest przeciwko pakietowi CO2 i politykę pro emigracyjną... eureka Panie Kurski i reszta.
~dziadek
Widzę,że Kurski czyta Korwina z dwuletnim opóźnieniem . ale jak to mówią,lepiej później niż wcale.
~reflux
Rozumiem że talony na CO2 bedą sprzedawać też w Chinach. A wkrótce po bankructwach krajów rozwijających się okaże się ze CO2 ma taki sam wpływ na atmosferę jak broń chemiczna Saddama. Banda cynicznych (polityków) gnojków temu rabunkowi przyklaśnie.
~pegaqsuss
po to wciągnęli nas do EU by mieć wpływ na naszą gospodarkę , gdyby dziś decydowano o wejściu do EU , to chętnych byłoby bardzo mało, bo to ,że granice bez granic to nic , więcej straciliśmy i tracimy dalej, owszem , mamy jakieś nowe drogi , ale wystarczy być mądrym narodem i można budować bez EU ,czy USA. Płacimy za absurdy : marchewka po to wciągnęli nas do EU by mieć wpływ na naszą gospodarkę , gdyby dziś decydowano o wejściu do EU , to chętnych byłoby bardzo mało, bo to ,że granice bez granic to nic , więcej straciliśmy i tracimy dalej, owszem , mamy jakieś nowe drogi , ale wystarczy być mądrym narodem i można budować bez EU ,czy USA. Płacimy za absurdy : marchewka to owoc, lepsze warunki chowu zwierząt , ok , ale najpierw człowiek ,a dopiero zwierzę, a w EU odwrotnie,pakiet CO2 , gdy uczeni nie wiedzą ci się dzieje z kosmosem i Ziemią,ograniczanie ilości amoniaku poprzez ilość trzody chlewnej , itd. można mnożyć bzdety , które powstają w głowach półgłówków-cwaniaków.
~arecki
bzdety bzdetami jak wygiecie banana itp...ale cos co sie robi z myślą aby przekręcic całe narody to zakrawa o kryminał !
~nnn
"lepsze warunki chowu zwierząt" są po to żeby nikt prywatnie nie mógł hodować np. kur bo zaraz przyjdą "zieloni" czy inne "animalsy" i powiedzą że chłop siekierą odciął kurze łeb i trzeba go ukarać (bo jedzenie trzeba kupować w markecie). A w masowych rzeźniach zakaz filmowania!!! Ograniczają naszą wolność "lepsze warunki chowu zwierząt" są po to żeby nikt prywatnie nie mógł hodować np. kur bo zaraz przyjdą "zieloni" czy inne "animalsy" i powiedzą że chłop siekierą odciął kurze łeb i trzeba go ukarać (bo jedzenie trzeba kupować w markecie). A w masowych rzeźniach zakaz filmowania!!! Ograniczają naszą wolność na różnych poziomach. Zakaz handlu ulicznego to kolejny przykład - wszystko musi być opodatkowane. Za chwile zlikwidują pieniądze i wszystkie transakcje będą pod kontrolą. Przykręcają śrubę coraz bardziej podatek od deszczu i kolejne pomysły generują tylko biurokrację i darmozjadów na których trzeba coraz więcej kasy i kolejne podatki itd.
~arecki odpowiada ~nnn
a po co karty zbliżeniowe?po co chipy?i wkoncu po co pieniadze?w japonii juz chipuja małe dzieci,pod skron wsadza sie małemu chipa i juz małpka jest na smyczy a durni rodzice uznaja to za przejaw nowoczesnosci :D
Na Florydzie jedna rodzina dała sie zaczipowac w ramach"promocji" .Potem stwierdzili ze to bardzo fajne
a po co karty zbliżeniowe?po co chipy?i wkoncu po co pieniadze?w japonii juz chipuja małe dzieci,pod skron wsadza sie małemu chipa i juz małpka jest na smyczy a durni rodzice uznaja to za przejaw nowoczesnosci :D
Na Florydzie jedna rodzina dała sie zaczipowac w ramach"promocji" .Potem stwierdzili ze to bardzo fajne i cool ,bo mozna zaplacic za zestaw w jednej z sieci przytykajac np.ramieniem (w zal.gdzie jest chip) i juz zapłacone :D
Tylko problem w tym ze owe baranki nie wiedza ze sa pod stalym monitoringiem:D
~arecki
dokladnie! na stronie www.prawda.xlx.pl
wystarczy odszukac "przekręt z CO2 " i wszystko stanie sie jasne dla tych co nie wiedza o co chodzi..radze tez poczytac o banku GoldmanSachs bo to ten bank inwestycyjny zarobi najwiecej na tym przekręcie

Waszyngton, początek czerwca. W Białym Domu zasiada Barack Obama, popularny
dokladnie! na stronie www.prawda.xlx.pl
wystarczy odszukac "przekręt z CO2 " i wszystko stanie sie jasne dla tych co nie wiedza o co chodzi..radze tez poczytac o banku GoldmanSachs bo to ten bank inwestycyjny zarobi najwiecej na tym przekręcie

Waszyngton, początek czerwca. W Białym Domu zasiada Barack Obama, popularny młody polityk, którego głównym prywatnym sponsorem kampanii wyborczej był bank inwestycyjny o nazwie Goldman Sachs. Jego pracownicy wpłacili jakieś 981 tysięcy dolarów na fundusz kampanii. Bez uszczerbku przebrnąwszy przez najeżoną minami epokę bailoutów, Goldman wraca do starych praktyk, bez kłopotu odnajdując się na uregulowanym od nowa przez rząd rynku. A na najważniejszych rządowych stanowiskach pojawia się nowy zastęp jego wychowanków.
Hank Paulson i Neel Kashari zniknęli; na ich miejscach znaleźli się Mark Patterson i Gary Gensler. Obydwaj pracowali kiedyś dla Goldmana (Gensler był dyrektorem finansowym firmy). A bank, zamiast handlować kontraktami na ropę czy złymi kredytami hipotecznymi, rozpoczyna nowrą grę, nadmuchując kolejną bańkę. Ta najnowsza wyrośnie na tak zwanych kredytach węglowych, czyli handlu prawami do emisji dwutlenku węgla. Ten lukratywny rynek wart bilion dolarów dopiero raczkuje, ale szybko powstanie, jeśli Partia Demokratyczna, której Goldman dał 4,5 miliona dolarów podczas ostatniej kampanii wyborczej, przyjmie w Kongresie ustawę wprowadzającą plan redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Nowy rynek kredytów węglowych jest dokładną powtórką bańki, którą Goldman nadmuchał niegdyś na rynku towarowym. Tyle że ma jeszcze jedną smakowitą cechę: jeśli plan będzie realizowany zgodnie z harmonogramem, podwyżki cen będą miały mandat rządowy. Goldman nie będzie musiał niczego podkręcać i oszukiwać w grze. Gra będzie oszukana od początku.
Oto jak to działa: jeśli ustawa przejdzie, dla kopalń, fabryk, dystrybutorów gazu ziemnego i innych gałęzi przemysłu zostaną ustalone limity na ilość gazów cieplarnianych, jakie mogą wypuścić do atmosfery w ciągu roku. Jeśli przekroczą swój limit, będą mogły kupić prawa do emisji od innych firm, którym uda się wyprodukować mniej gazów, niż wynosi ich limit. Prezydent Obama ostrożnie szacuje, że w ciągu pierwszych siedmiu lat obowiązywania planu nabywcy kupią prawa do emisji o wartości około 646 miliardów dolarów. Jeden z jego najlepszych doradców ekonomicznych spekuluje, że prawdziwa kwota może być dwa lub nawet trzy razy wyższa.
Przyszłość tego planu, bardzo atrakcyjnego dla spekulantów, jest taka, że limity emisji będą nieustannie zmniejszane przez rząd, co znaczy, że kredyty węglowe każdego roku będzie coraz trudniej dostać. To z kolei oznacza, że powstanie całkowicie nowy rynek, z gwarancją, że cena głównego towaru może tylko rosnąć. Wartość tego nowego rynku wyniesie ponad bilion dolarów rocznie; dla porównania: roczne połączone dochody wszystkich dostawców prądu w USA wynoszą 320 miliardów.
Goldman chce tej ustawy. Plan zakłada więc, że lobbyści banku doprowadzą do jej uchwalenia w wersji najbardziej dla niego korzystnej, upewniając się, czy przypadający mu kawałek tortu jest wystarczająco duży. Goldman naciska na wprowadzenie planu ograniczenia emisji, ale sprawa ruszyła z kopyta dopiero od zeszłego roku, gdy Goldman wydał na klimatyczny lobbing 3,5 miliona dolarów. Jednym z ich lobbystów był wtedy nie kto inny jak Patterson. W 2005 roku, kiedy Hank Paulson był szefem Goldmana, osobiście zaangażował się w pisanie bankowego raportu na temat regulacji w zakresie ochrony środowiska. Dokument zawiera kilka zaskakujących elementów jak na firmę, która we wszystkich innych dziedzinach konsekwentnie sprzeciwiała się jakimkolwiek rządowym regulacjom. Raport Paulsona dowodził, że "wyłącznie dobrowolne działania nie rozwiążą problemu klimatu". Kilka lat później szef departamentu banku do spraw emisji dwutlenku węgla Ken Newcombe przekonywał, że samo ograniczenie emisji nie wystarczy do rozwiązania problemu klimatu, i wezwał do dalszych publicznych inwestycji w badania i rozwój technologii. Co jest wygodne, biorąc pod uwagę, że Goldman poczynił wczesne inwestycje w energię wiatrową (kupił firmę Horizon Wind Energy), odnawialnego diesla (jest inwestorem w firmie o nazwie Changing World Technologies) i energię słoneczną (jest partnerem w BP So-lar). Jeśli rząd zmusi użytkowników prądu do używania czystszej energii, Goldman zarobi kolejne miliardy. Paulson powiedział wtedy: "Nie po to czynimy te inwestycje, żeby stracić pieniądze".
Bank jest właścicielem 10 procent akcji Chicago Climate Exchange, giełdy, na której będzie się handlowało kredytami węglowymi. Co więcej, Goldman ma mniejszościowy pakiet akcji w Blue Source LLC, firmie z Utah, która sprzedaje kredyty węglowe typu, na który będzie ogromne zapotrzebowanie, gdy ustawa przejdzie.
Zdobywca Nagrody Nobla Al Gore, który również lobbuje za ustawą ograniczającą emisję gazów, założył firmę Generation Investment Management wraz z trzema byłymi ważnymi osobami z Goldman Sachs As-set Management: Davidem Bloodem, Markiem Fergusonem i Peterem Harrisem. Jaki mają w tym biznes? Inwestowanie w prawa do emisji. Jest jeszcze wart 500 milionów dolarów Green Growth Fund założony przez ludzi Goldmana, by inwestować w czyste technologie. Lista jest długa. Goldman znowu wyprzedza fakty. Czy ten rynek będzie większy niż na przykład rynek kontraktów na dostawy energii?
- Wielokrotnie! - mówi były członek komisji energetycznej Kongresu.
No cóż, można by zapytać, kogo to wszystko obchodzi? Jeśli plan wypali, czyż nie uratuje nas wszystkich przed globalnym ociepleniem? Być może tak, ale ustawa w wersji Goldmana jest tak naprawdę podatkiem od emisji dwutlenku węgla zbudowanym w taki sposób, by kasta chciwych świń z Wall Street spiła całą śmietankę. Zamiast po prostu nałożyć stały rządowy podatek na firmy emitujące gazy cieplarniane i zmusić producentów energii, by płacili za zanieczyszczenia, tworzy się konstrukcję, która pozwala zamienić kolejny rynek w prywatną maszynkę do robienia pieniędzy. To gorsze niż bańka z bailoutami, bo pozwala bankowi dorwać się do pieniędzy podatników, zanim jeszcze zapłacą oni podatek.
- Jeśli ma być podatek, wolałbym, żeby pobierał go Waszyngton - mówi Michael Ma-sters, dyrektor jednego z funduszy hedgingowych, który wypowiadał się także przeciwko spekulacjom kontraktami na ropę. - Ale dziś mówimy, że Wall Street może ustalić podatek i go pobierać. To szaleństwo!
Będziemy mieli handel emisjami. A jeśli nawet nie, to powstanie coś bardzo podobnego. Morał jest taki sam jak w przypadku wszystkich pozostałych baniek, które Goldman pomógł stworzyć od 1929 do 2009 roku. Bank, który od zawsze destabilizował rynek i rujnował miliony ludzi, by zapewnić gigantyczne pieniądze kilku chciwym bossom, został na końcu nagrodzony całymi górami pieniędzy i gwarancjami rządowymi, podczas gdy prawdziwe ofiary tego bałaganu, zwykli podatnicy, za to wszystko płacą.
Niełatwo jest zaakceptować rzeczywistość, w której pozwalamy tym ludziom robić to bezkarnie; w chwilach kiedy kraj przechodzi ciężkie chwile, pojawia się zbiorowy opór i oburzenie. Trudno oswoić się z faktem, że nie jesteś już obywatelem kwitnącej demokracji zachodniego świata, że grozi ci rabunek w biały dzień, bo jak człowiek po amputacji ciągle czujesz to, czego już nie ma.
Ale w takim świecie dzisiaj żyjemy. I w tym świecie niektórzy z nas muszą grać zgodnie z zasadami, podczas gdy inni dostają karteczkę od nauczyciela zwalniającą ich z odrabiania lekcji do końca świata plus papierową torbę z 10 miliardami dolarów na lunch. To gangsterskie państwo z gangsterską gospodarką i nawet cenom nie można już ufać; w każdym wydanym przez ciebie dolarze tkwi jakiś podatek. Może nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać, ale powinniśmy przynajmniej wiedzieć, dokąd to wszystko zmierza.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki