„Olej napędowy jest teraz głównym czynnikiem wzrostu cen surowej ropy, ponieważ tego towaru brakuje w Stanach Zjednoczonych, Europie, Azji i na Bliskim Wschodzie. Poza tym mniejsza produkcja w Nigerii też nie pomaga, zwłaszcza że wydobywana tam ropa świetnie nadaje się do produkcji benzyn i diesla” – powiedział agencji Bloomberga Tetsu Emori, zarządzający w funduszu Astmax Ltd.
Ostatnie dane Departamentu Energii pokazały, że amerykańskie zapasy oleju napędowego zmniejszyły się i wyniosły 105,7 mln baryłek, czyli były o 11% niższe niż przed rokiem. Równocześnie część analityków obawia się, że silny popyt na paliwa w Azji doprowadzi do dalszego spadku zapasów. Jednakże bywały okresy, w których amerykańskie zapasy dielsa były jeszcze niższe, a ceny nie notowały wówczas tak wysokich poziomów.
W rezultacie w piątek o godzinie 9:20 baryłka ropy marki Brent kosztowała 123,33 dolary i była o 22 centy tańsza niż w czwartek. Za taką samą ilość ropy gatunku Light Crude trzeba było zapłacić 124,45$, a więc o 76 centów więcej niż wczoraj.
Wsparciem dla wzrostu cen ropy był również rosnący kurs EUR/USD – słabszy dolar sprawił, że surowce stały się tańsze dla inwestorów dysponujących inną walutą, co dodatkowo zwiększyło popyt spekulacyjny.
K.K.































































