W piątek wieczorem cena ropy w Nowym Jorku osiągnęła rekordowy poziom 126,40$ za baryłkę i od tego czasu zaczęła powoli spadać. Większość analityków spodziewa się korekty, która przygotowałaby pole pod dalsze wzrosty mające nadejść wraz z rozpoczęciem sezonu huraganów nad środkowym Atlantykiem.
Jednak w krótkim terminie handlujący ropą będą zapewne patrzeć na stan zapasów w Stanach Zjednoczonych. Analitycy oczekują ich przyrostu o 2,5 mln baryłek. Wzrosnąć mają też rezerwy benzyny oraz oleju napędowego i opałowego. Jednakże tydzień temu ceny ropy zanotowały nowe rekordy, mimo że przyrost zapasów okazał się znacznie większy od prognoz.
Tymczasem we wtorek o godzinie 9:20 rynek wyceniał baryłkę ropy Brent na 122,40 dolary, czyli o 14 centów mniej niż wczoraj. Ropa gatunku Light Crude potniała o 64 centy, notując cenę 123,59$ za baryłkę.
Znaczące zmiany zaszły na krzywej terminowej, gdzie w przypadku ropy Brent surowiec z bliższym terminem dostawy jest tańszy od takiej samej ropy z późniejszą datą odbioru. Zdaniem specjalistów taki stan rynku pokazuje, że ropy jest pod dostatkiem i ewentualny przyrost zapasów powinien znacząco obniżyć ceny.
Popyt na ropę naftową może też spaść ze względu na trzęsienie ziemi w Chinach, które zmusiło elektrownie w prowincjach Syczuan i Shaanxi do przerwania pracy. W rezultacie stanęła większość produkcji w regionie zamieszkanym przez kilkadziesiąt milionów ludzi.
K.K.
































































