W środę na bazie coraz wyższej inflacji w Eurolandzie (3,6% w marcu) oraz bardzo złym danym z amerykańskiego budownictwa mieszkaniowego notowania europejskiej waluty osiągnęły rekordową wartość 1,5979 dolara.
I później niewiele się już obniżyły, co tylko potwierdziło siłę euro (albo słabość dolara). Być może handlujący walutami wykorzystają kolejne informacje nadchodzące z USA do pokonania psychologicznego oporu na wysokości 1,60$. O godzinie 14:30 Departament Pracy opublikuje cotygodniowy raport o liczbie nowych bezrobotnych, który w ostatnim miesiącu potrafił już wpływać na rynek walutowy. Zwłaszcza że ekonomiści spodziewają się większej liczby nowych podań o zasiłki dla bezrobotnych.
Jednakże bardziej prawdopodobna jest reakcja na indeks sporządzany przez oddział Rezerwy Federalnej z Filadelfii, który mierzy aktywność w przemyśle w regionie środkowo-atlantyckim. Analitycy oczekują wzrostu tego wskaźnika o 3,4 pkt., do poziomu –14 pkt. W ten sposób indeks ten pokazałby piąty z rzędu miesiąc recesji w tym sektorze, co po raz ostatni przydarzyło się w roku 2001.
Tymczasem o godzinie 9:40 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5952, czyli bez większych zmian względem wczorajszego zamknięcia kwotowań. Osłabił się za to jen, który stracił 0,22% względem euro oraz 0,16% w stosunku do dolara. W ten sposób kurs EUR/JPY osiągnął najwyższy poziom od początku roku, notując wartość 162,48 jenów za euro.
K.K.





















