Teraz o szybkości wzrostu lub spadku ceny decyduje „trzeci element”, czyli fundusze inwestycyjne. Wiem, że ta teza jest gwałtownie zwalczana przez część społeczności analityczno-ekonomicznej, ale ceny baryłki od początku lat osiemdziesiątych XX wieku do 2002 roku oscylowały pomiędzy 10 a 30 dolarów. Od 2002 do 2008 roku ropa zdrożała jednak aż o oszałamiające 550 procent. A przecież relacje między podażą, a popytem były dokładnie takie same jak na przykład w latach 1986-1992, kiedy cena ropy trzymała się blisko poziomu 20 USD za baryłkę.
Międzynarodowa Agencja Energii informuje, że w 2002 roku popyt na ropę wynosił około 78 mln baryłek dziennie, a w 2008 około 87 milionów. Popyt wzrósł (podaż też) o nieco ponad 10 procent, a ceny o 500 procent. Nic dziwnego, że rozsądne analizy mówią o usprawiedliwionej fundamentalnie cenie ropy w okolicach 60-70 USD za baryłkę. Przecież wzrost ceny o 200 procent przy wzroście popytu o 10 procent jest naprawdę wystarczający.
Więcej na blogu Piotra Kuczyńskiego. Zapraszamy.





























































