[..] O tym, co dzieje się na rynkach finansowych napiszę w dodatku do głównej części bloga, bo nie jest to nic nadzwyczajnego. Moją uwagę zwróciło to, co dzieje się w naszej polityce gospodarczej.O ile o takiej możemy w ogóle mówić, bo w rządzie można naliczyć chyba cztery ośrodki emitujące coraz to nowe i często sprzeczne i pomysły. Nie będę już pisał o nieszczęsnym podniesieniu podatku VAT, bo już dużo na ten temat mówiono. Jednak to, że opozycja wydaje z siebie jedynie piski, a rolę opozycji przejęli, nieco dyskredytowani przez premiera Donalda Tuska, ekonomiści i analitycy bardzo mnie dziwi. Przecież partie polityczne są zamożne, więc zamiast wypuszczać do mediów posłów, których często jedynym zadaniem jest wyprodukować barwną wypowiedź, mogłyby zatrudnić tych właśnie ekonomistów, którzy wypracowaliby poważne propozycje reformy finansów publicznych.
Zamiast tego z całą powagą omawia się ewentualne ujednolicenie podatku VAT czy obłożenie podatkiem banków. Obie te propozycje nie są warte tego, żeby się nimi zajmować, co bardzo łatwo udowodnić, ale to w ogóle nie przeszkadza ich zwolennikom. Spójrzmy pokrótce na propozycję ujednolicenia podatku VAT. To prawda, że ustawa o VAT jest skomplikowana, a podział towarów na różne poziomy oprocentowania często dość dowolny i dający pole do nadużyć. Nie ulega więc wątpliwości, że trzeba to uprościć. Jednak „uprościć” to nie to samo, co „ujednolicić”.






























































