2008-12-25 13:00 Źródło: Miesięcznik Bank
Konstruktywna niepewność
Rozmowa z Mateuszem Morawieckim, prezesem Banku Zachodniego WBK SA
Czy Polska powinna uczestniczyć w finansowanym przez kraje członkowskie (ok. 1,2 proc PKB), wartym 200 mld euro planie pobudzania gospodarki europejskiej, który zaproponowała Komisja Europejska?
– Polska nie jest samotną wyspą. Kryzys został wprawdzie do nas zaimportowany z Zachodu, nie ponosimy odpowiedzialności za jego wybuch, ale jest on realny. Mamy go i musimy się z nim liczyć. W związku z tym, jeżeli Komisja Europejska, która jest koordynatorem działań na poziomie Unii, proponuje pewne przedsięwzięcia wspierające słabnące gospodarki europejskie, to powinniśmy w nich partycypować. Musimy być lojalnym członkiem Unii Europejskiej. To także kwestia interesu, bo Danuta Huebner, odpowiedzialna w Komisji Europejskiej za politykę regionalną, twierdzi, że Polska będzie beneficjentem tego planu. Nie partycypować i prosić o to, żeby z tego pakietu dającego impuls makroekonomiczny móc korzystać, byłoby – mówiąc delikatnie – niezręcznością. Ponieważ i tak potrzebujemy impulsów makroekonomicznych, konieczne jest, żebyśmy szli ręka w rękę z ideami, które powstają w Komisji Europejskiej, w strefie euro czy w Europejskim Banku Centralnym.
To jest kryzys, który dotyczy nas wszystkich i powinniśmy mu wspólnie przeciwdziałać. Tym bardziej, że środki unijne mają być przeznaczone przede wszystkim na projekty infrastrukturalne, a dokładnie tego potrzebuje teraz nasza gospodarka. Potrzebujemy rozkręcenia dużych projektów infrastrukturalnych i montażu linii finansowo-kredytowych pod realizację tych projektów. Pomoże to utrzymać akcję kredytową, pomoże utrzymać miejsca pracy i nie będzie trwałym impulsem do wzrostu deficytu budżetowego oraz zadłużenia państwa. Jest to bowiem wydatek jednorazowy i nie przekłada się na takie obciążenia, jak wzrost emerytur lub wydatków związanych ze służbą zdrowia, a więc wydatków indeksowanych latami, na które trzeba przeznaczać sumy planowane w kolejnych budżetach.
Jeżeli będziemy partycypować w tym przedsięwzięciu, które zaproponowała Komisja Europejska, mamy większą szansę skorzystania nie tylko z tego programu, ale i z obiecanych już Polsce środków unijnych na lata 2007–2013. Uważam, że środki, które będą dzięki temu dostępne, powinny służyć projektom infrastrukturalnym, rozwojowi energetyki – w tym także odnawialnej i atomowej – ale przede wszystkim budowie i modernizacji dróg, linii kolejowych oraz rozwojowi szerokopasmowego internetu.
Wskaźnik koniunktury bankowej Pengab wzrósł w listopadzie o 8,6 pkt w porównaniu do października i osiągnął poziom 22,4 pkt, czy oznacza to, że alarmistyczne opinie o nadciągającym do Polski kryzysie mogą być przesadzone?
– Wręcz przeciwnie. W październiku wskaźnik Pengab spadł do niebywale niskiego poziomu, nienotowanego od 1993 roku, i to, że z tej zapaści się trochę wydobył, świadczy tylko tym, że pewne działania zapobiegające kryzysowi przynoszą efekty. Bo rzeczywiście w ostatnich tygodniach wykonaliśmy sporą pracę na rzecz całego sektora bankowego i całej gospodarki. Wraz z prezesami największych banków spotykamy się z ministrem finansów, ministrem gospodarki, z prezesem Narodowego Banku Polskiego, z przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego.
Wspólnie wypracowujemy działania, metody, które mają pomóc wyjść z tego kryzysu zaufania, z rodzącego się kryzysu gospodarczego, z malejącego poziomu kredytów, krwawej wojny depozytowej, która się teraz rozgrywa na rynku i jest dla niego niszcząca. Chcemy doprowadzić do powrotu normalnego bankingu. Dzięki tym działaniom od października do listopada udało nam się w jakimś stopniu odbudować nadwerężone zaufanie do sektora, czego efektem był wzrost wskaźnika Pengab. Nie oznacza to jednak, że możemy spocząć na laurach. Przeciwnie, najbliższe kwartały będą bardzo trudne.
Czy uruchamianie wielkiej akcji kredytowej dla olbrzymich koncernów ma sens w sytuacji, gdy wiadomo, że złoty się wzmocni, ponieważ do dyspozycji naszej gospodarki w ciągu najbliższych kilku lat jest ponad 100 mld euro? Czy przy tak niskim kursie złotego, udzielanie wielkich kredytów może być dla banków niekorzystne i nieopłacalne? Co do tego, że w perspektywie złoty będzie się wzmacniać – w zasadzie nie ma wątpliwości...
– Ja mam wątpliwości. Między dniem dzisiejszym a wejściem do strefy euro upłynie kilka lat. W tym czasie możemy mieć do czynienia z dalszym osłabieniem złotego.
Jednak na polski rynek trafi w tym okresie coraz więcej euro z Unii Europejskiej, a wiadomo, że cena towaru, który jest w nadmiarze, nie rośnie...
– Wprawdzie wzrosną środki z Unii Europejskiej, które do Polski wpłyną, ale zmniejszy się znacznie poziom zagranicznych inwestycji bezpośrednich... Jeżeli z 12 miliardów zostanie 6, a z wpływów ze środków unijnych, których było 8 mld euro, zostanie 10 mld, to będziemy mieli ujemny bilans. Jeżeli z wpłat rejestrowanych od emigrantów było 3,5–4 mld dolarów...
Bank Światowy szacuje, że transfery od emigrantów do Polski to ok. 11 mld dolarów...
Przyjmijmy nawet tę wyższą wartość, uwzględniając zmniejszenie napływu do Polski walut w ciągu ostatniego kwartału. Gdy założymy, że trzy główne agregaty wpływu waluty z zagranicy zmniejszą się o 50 proc. – to musimy zdać sobie sprawę, że wzrost napływu środków unijnych w najbliższych latach nie skompensuje tak głębokiego spadku. Bilans będzie ujemny. Będzie oczywiście przypływ, ale nie taki, jak wcześniej na trajektorii wzrostu, co przy akumulacji deficytu na rachunku bieżącym może się odbić negatywnie. Może nie tak, jak w scenariuszu Łotwy i Estonii, gdzie deficyt w rachunku bieżącym sięgnął aż 12 proc. PKB, ale u nas przybliża się on już do 5 proc. PKB.
Trzeba dokonać syntezy tych wszystkich zjawisk, choć zgadzam się z tezą, że w dłuższej perspektywie powinno następować wzmocnienie złotego. Ale dłuższa perspektywa to 3–5 lat, a obecny kryzys i nienotowana zmienność na rynku powoduje, że dzisiaj myśli się o najbliższym tygodniu, a 2–4 kwartały to już bardzo długa perspektywa. Wcale nie jestem pewien, czy w tym okresie nastąpi wzmocnienie złotego, czy przypadkiem nie zatrzyma się on na stosunkowo słabym poziomie, np. 3,7 lub 3,8–3,9 złotego za euro.
Więcej w numerze grudniowym
Wykup prenumeratę Miesięcznika Finansowego BANK na 2009 rok na www.alebank.pl/prenumerata2009
Zaprenumeruj BANK
Czy Polska powinna uczestniczyć w finansowanym przez kraje członkowskie (ok. 1,2 proc PKB), wartym 200 mld euro planie pobudzania gospodarki europejskiej, który zaproponowała Komisja Europejska?
– Polska nie jest samotną wyspą. Kryzys został wprawdzie do nas zaimportowany z Zachodu, nie ponosimy odpowiedzialności za jego wybuch, ale jest on realny. Mamy go i musimy się z nim liczyć. W związku z tym, jeżeli Komisja Europejska, która jest koordynatorem działań na poziomie Unii, proponuje pewne przedsięwzięcia wspierające słabnące gospodarki europejskie, to powinniśmy w nich partycypować. Musimy być lojalnym członkiem Unii Europejskiej. To także kwestia interesu, bo Danuta Huebner, odpowiedzialna w Komisji Europejskiej za politykę regionalną, twierdzi, że Polska będzie beneficjentem tego planu. Nie partycypować i prosić o to, żeby z tego pakietu dającego impuls makroekonomiczny móc korzystać, byłoby – mówiąc delikatnie – niezręcznością. Ponieważ i tak potrzebujemy impulsów makroekonomicznych, konieczne jest, żebyśmy szli ręka w rękę z ideami, które powstają w Komisji Europejskiej, w strefie euro czy w Europejskim Banku Centralnym.
To jest kryzys, który dotyczy nas wszystkich i powinniśmy mu wspólnie przeciwdziałać. Tym bardziej, że środki unijne mają być przeznaczone przede wszystkim na projekty infrastrukturalne, a dokładnie tego potrzebuje teraz nasza gospodarka. Potrzebujemy rozkręcenia dużych projektów infrastrukturalnych i montażu linii finansowo-kredytowych pod realizację tych projektów. Pomoże to utrzymać akcję kredytową, pomoże utrzymać miejsca pracy i nie będzie trwałym impulsem do wzrostu deficytu budżetowego oraz zadłużenia państwa. Jest to bowiem wydatek jednorazowy i nie przekłada się na takie obciążenia, jak wzrost emerytur lub wydatków związanych ze służbą zdrowia, a więc wydatków indeksowanych latami, na które trzeba przeznaczać sumy planowane w kolejnych budżetach.
Jeżeli będziemy partycypować w tym przedsięwzięciu, które zaproponowała Komisja Europejska, mamy większą szansę skorzystania nie tylko z tego programu, ale i z obiecanych już Polsce środków unijnych na lata 2007–2013. Uważam, że środki, które będą dzięki temu dostępne, powinny służyć projektom infrastrukturalnym, rozwojowi energetyki – w tym także odnawialnej i atomowej – ale przede wszystkim budowie i modernizacji dróg, linii kolejowych oraz rozwojowi szerokopasmowego internetu.
Wskaźnik koniunktury bankowej Pengab wzrósł w listopadzie o 8,6 pkt w porównaniu do października i osiągnął poziom 22,4 pkt, czy oznacza to, że alarmistyczne opinie o nadciągającym do Polski kryzysie mogą być przesadzone?
– Wręcz przeciwnie. W październiku wskaźnik Pengab spadł do niebywale niskiego poziomu, nienotowanego od 1993 roku, i to, że z tej zapaści się trochę wydobył, świadczy tylko tym, że pewne działania zapobiegające kryzysowi przynoszą efekty. Bo rzeczywiście w ostatnich tygodniach wykonaliśmy sporą pracę na rzecz całego sektora bankowego i całej gospodarki. Wraz z prezesami największych banków spotykamy się z ministrem finansów, ministrem gospodarki, z prezesem Narodowego Banku Polskiego, z przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego.
Wspólnie wypracowujemy działania, metody, które mają pomóc wyjść z tego kryzysu zaufania, z rodzącego się kryzysu gospodarczego, z malejącego poziomu kredytów, krwawej wojny depozytowej, która się teraz rozgrywa na rynku i jest dla niego niszcząca. Chcemy doprowadzić do powrotu normalnego bankingu. Dzięki tym działaniom od października do listopada udało nam się w jakimś stopniu odbudować nadwerężone zaufanie do sektora, czego efektem był wzrost wskaźnika Pengab. Nie oznacza to jednak, że możemy spocząć na laurach. Przeciwnie, najbliższe kwartały będą bardzo trudne.
Czy uruchamianie wielkiej akcji kredytowej dla olbrzymich koncernów ma sens w sytuacji, gdy wiadomo, że złoty się wzmocni, ponieważ do dyspozycji naszej gospodarki w ciągu najbliższych kilku lat jest ponad 100 mld euro? Czy przy tak niskim kursie złotego, udzielanie wielkich kredytów może być dla banków niekorzystne i nieopłacalne? Co do tego, że w perspektywie złoty będzie się wzmacniać – w zasadzie nie ma wątpliwości...
– Ja mam wątpliwości. Między dniem dzisiejszym a wejściem do strefy euro upłynie kilka lat. W tym czasie możemy mieć do czynienia z dalszym osłabieniem złotego.
Jednak na polski rynek trafi w tym okresie coraz więcej euro z Unii Europejskiej, a wiadomo, że cena towaru, który jest w nadmiarze, nie rośnie...
– Wprawdzie wzrosną środki z Unii Europejskiej, które do Polski wpłyną, ale zmniejszy się znacznie poziom zagranicznych inwestycji bezpośrednich... Jeżeli z 12 miliardów zostanie 6, a z wpływów ze środków unijnych, których było 8 mld euro, zostanie 10 mld, to będziemy mieli ujemny bilans. Jeżeli z wpłat rejestrowanych od emigrantów było 3,5–4 mld dolarów...
Bank Światowy szacuje, że transfery od emigrantów do Polski to ok. 11 mld dolarów...
Przyjmijmy nawet tę wyższą wartość, uwzględniając zmniejszenie napływu do Polski walut w ciągu ostatniego kwartału. Gdy założymy, że trzy główne agregaty wpływu waluty z zagranicy zmniejszą się o 50 proc. – to musimy zdać sobie sprawę, że wzrost napływu środków unijnych w najbliższych latach nie skompensuje tak głębokiego spadku. Bilans będzie ujemny. Będzie oczywiście przypływ, ale nie taki, jak wcześniej na trajektorii wzrostu, co przy akumulacji deficytu na rachunku bieżącym może się odbić negatywnie. Może nie tak, jak w scenariuszu Łotwy i Estonii, gdzie deficyt w rachunku bieżącym sięgnął aż 12 proc. PKB, ale u nas przybliża się on już do 5 proc. PKB.
Trzeba dokonać syntezy tych wszystkich zjawisk, choć zgadzam się z tezą, że w dłuższej perspektywie powinno następować wzmocnienie złotego. Ale dłuższa perspektywa to 3–5 lat, a obecny kryzys i nienotowana zmienność na rynku powoduje, że dzisiaj myśli się o najbliższym tygodniu, a 2–4 kwartały to już bardzo długa perspektywa. Wcale nie jestem pewien, czy w tym okresie nastąpi wzmocnienie złotego, czy przypadkiem nie zatrzyma się on na stosunkowo słabym poziomie, np. 3,7 lub 3,8–3,9 złotego za euro.
Więcej w numerze grudniowym
Wykup prenumeratę Miesięcznika Finansowego BANK na 2009 rok na www.alebank.pl/prenumerata2009
Zaprenumeruj BANK
- Konstruktywna niepewność Autor: ~bankowiec 2008-12-26 10:29
- W takim razie jak to jest, mamy ten kryzys czy go nie mamy?



Dodaj komentarz