Dziś na rynek nie trafiły żadne informacje, które mogłyby uzasadnić kolejną przecenę akcji. Można wręcz powiedzieć, że pojawiło się kilka danych, które powinny były zachęcić do zakupów. W strefie euro poprawiły się indeksy nastrojów gospodarczych, a w Stanach Zjednoczonych mocniej od prognoz wzrosły wydatki konsumpcyjne.
Ale informacja dnia i tak nadeszła z Japonii, gdzie bank centralny uległ presji politycznej i zdecydował się na zwiększenie monetarnego stymulowania gospodarki. Japońskie banki dostały ofertę dziesięciu bilionów jenów (ok. 113 mld dolarów) pożyczek udzielanych na sześć miesięcy. Giełda w Tokio zareagowała wzrostem o 1,8%.
Jednakże w Europie po prostu nie było chętnych na akcje. Indeksy do południa utrzymywały się ponad kreską, by jeszcze w porze lunchu zabarwić się na czerwono. Zachowanie rynku było tym dziwniejsze, że równocześnie ze spółek nadeszła cała fala informacji o planowych fuzjach lub przejęciach.
Mimo to giełdy we Frankfurcie, Mediolanie i Paryżu straciły po 0,6%. Z okazji letniego święta bankowego dzień wolny mili inwestorzy z Londynu. Brak wzrostów w sytuacji, gdy banki centralne zapewniają zerowe stopy procentowe i pompują w system finansowy setki miliardów dolarów półdarmowego kredytu, musi zastanawiać. Być może inwestorzy stracili wiarę w zbawczą moc prasy drukarskiej?
K.K.






























































