Przynajmniej tak zapowiedział Pan Premier Tusk podczas jakiegoś spotkania z kobietami. Wyszedł widocznie z założenia, że „prywaciarze” nie będą mieć czasu żeby protestować, bo muszą pracować. Nikt im bowiem pensji nie wypłaca, sami ją muszą zarobić (...).
Jerzy Urban powiedział kiedyś nieopacznie na jednej z konferencji prasowych, gdy pełnił funkcje rzecznika stanu wojennego, że „rząd się sam wyżywi”. No właśnie. Musi jednak w tym celu podwyższyć podatki. Ale podatki są różne i mają różne konsekwencje.
Najgorsze są podatki dochodowe i inne podatki bezpośrednie obciążające pracę – w tym składki ubezpieczeniowe. Niestety, od czasów upadku komunizmu, te akurat podatki były w Polsce najczęściej i najbardziej podwyższane. W 1989 roku tak zwana składka na ZUS wynosiła 38%. Potem wszystkie składki obciążające pracę podwyższono okresowo nawet do 47,5%. Ale w międzyczasie gdy wprowadzano podatek dochodowy to „ubruttowiono” wynagrodzenia o 20%. Oczywiście tylko na papierze. Ale konsekwencje dla płacących składki wcale nie były papierowe, tylko jak najbardziej realne.(...)
Ciąg dalszy tekstu na blogu Roberta Gwiazdowskiego. Zapraszamy!































































