2010-06-11 18:15 Źródło: Bankier.pl
Giełdowy przeplataniec w Europie
Wiadomości napływające z amerykańskiej gospodarki wywołały w piątek spore zamieszanie na europejskich parkietach. Ostatecznie większość giełd Starego Kontynentu zakończyła dzień na plusie, choć losy sesji w USA były wówczas nierozstrzygnięte. Nastroje wahały się od euforii w Madrycie do sceptycyzmu we Frankfurcie.
Handel w Europie przebiegał dość spokojnie tylko do godziny 14:30. Wówczas inwestorów mocno zmartwiły dane ze Stanów Zjednoczonych. W maju wartość sprzedaży detalicznej okazała się o 1,1% mniejsza niż przed miesiącem. Dla większości uczestników rynku mogło to być zupełnym zaskoczeniem, bowiem ekonomiści prognozowali wzrosty a rynkowy konsensus mówił o zwyżce rzędu 0,2%.
Ta informacja wywołała natychmiastową przecenę akcji. Na giełdy powróciły obawy o przyszłość wzrostu gospodarczego w największej gospodarce świata. W Londynie FTSE100, który wcześniej rósł o ponad 1%, momentalnie znalazł się pod kreską. Podobnie zareagowała giełda w Paryżu. Niemiecki DAX, który już wcześniej spisywał się słabo, zabarwił się dość ciemnym odcieniem purpury, zniżkując o 1%.
Ale giełdowi optymiści szybko ruszyli do kontrataku. Zwłaszcza że graczom z Wall Street wcale nie było spieszno do sprzedawania akcji. Indeksy odbiły, zanim jeszcze na rynek dotarły uspokajające dane o większym od prognoz wzroście indeksu nastrojów konsumenckich. Taka kombinacja danych umożliwiła potraktowanie słabej sprzedaży detalicznej jako zdarzenia jednorazowego.
Ostatecznie sesja w Europie zakończyła się po myśli posiadaczy akcji. W Londynie FTSE100 zyskał 0,6%, a francuski CAC40 urósł o 1,1%. Nieznacznie pod kreską znalazł się niemiecki DAX.
Euforia panowała za to w Madrycie, gdzie indeks IBEX35 drugi dzień z rzędy zwyżkował po blisko 4%. Ton wzrostom nadawał sektor bankowy, który ostatnio nie maił dobrej prasy u inwestorów. Optymizmu nie traci jednak zarząd Banco Santander. Szefowie największego hiszpańskiego banku spodziewają się w tym roku zysków równie wysokich co w poprzednim, i odgrażają się, że skorzystają na kłopotach konkurencji. Notowania Santandera podskoczyły o 7,2%.
K.K.
Handel w Europie przebiegał dość spokojnie tylko do godziny 14:30. Wówczas inwestorów mocno zmartwiły dane ze Stanów Zjednoczonych. W maju wartość sprzedaży detalicznej okazała się o 1,1% mniejsza niż przed miesiącem. Dla większości uczestników rynku mogło to być zupełnym zaskoczeniem, bowiem ekonomiści prognozowali wzrosty a rynkowy konsensus mówił o zwyżce rzędu 0,2%.
Ta informacja wywołała natychmiastową przecenę akcji. Na giełdy powróciły obawy o przyszłość wzrostu gospodarczego w największej gospodarce świata. W Londynie FTSE100, który wcześniej rósł o ponad 1%, momentalnie znalazł się pod kreską. Podobnie zareagowała giełda w Paryżu. Niemiecki DAX, który już wcześniej spisywał się słabo, zabarwił się dość ciemnym odcieniem purpury, zniżkując o 1%.
Ale giełdowi optymiści szybko ruszyli do kontrataku. Zwłaszcza że graczom z Wall Street wcale nie było spieszno do sprzedawania akcji. Indeksy odbiły, zanim jeszcze na rynek dotarły uspokajające dane o większym od prognoz wzroście indeksu nastrojów konsumenckich. Taka kombinacja danych umożliwiła potraktowanie słabej sprzedaży detalicznej jako zdarzenia jednorazowego.
Ostatecznie sesja w Europie zakończyła się po myśli posiadaczy akcji. W Londynie FTSE100 zyskał 0,6%, a francuski CAC40 urósł o 1,1%. Nieznacznie pod kreską znalazł się niemiecki DAX.
Euforia panowała za to w Madrycie, gdzie indeks IBEX35 drugi dzień z rzędy zwyżkował po blisko 4%. Ton wzrostom nadawał sektor bankowy, który ostatnio nie maił dobrej prasy u inwestorów. Optymizmu nie traci jednak zarząd Banco Santander. Szefowie największego hiszpańskiego banku spodziewają się w tym roku zysków równie wysokich co w poprzednim, i odgrażają się, że skorzystają na kłopotach konkurencji. Notowania Santandera podskoczyły o 7,2%.
K.K.


Dodaj komentarz