O godzinie 9:15 za jedno euro płacono 1,3013 dolara, czyli o 0,2% więcej niż na zamknięciu poniedziałkowych notowań. Lipcowe maksimum znajduje się zaledwie 14 pipsów wyżej i wyznacza najwyższy poziom od 10 maja, czyli dnia, w którym europejscy politycy ustanowili Europejski Mechanizm Stabilizujący.
Jak na razie rynek walutowy wydaje się nie pamiętać o kłopotach fiskalnych kilku dużych państw Starego Kontynentu. Mimo że Portugalia i Hiszpania nadal pożyczają pieniądze bardzo drogo, to inwestorzy są usatysfakcjonowani, że w ogóle ktoś godzi się pożyczać im gotówkę.
Niemniej jednak większość obserwatorów jest zdania, że bez przedstawienia wiarygodnych recept na rozwiązanie kryzysu nadmiernego zadłużenia, eurodolar skazany jest na dalsze spadki. Według analityków z Royal Bank of Scotland kurs EUR/USD zadomowi się powyżej poziomu 1,30$, by jednak w kolejnych kwartałach skierować się na południe.
„Wciąż istnieje przekonanie, że przez trzy, sześć lub nawet dziewięć miesięcy rynek będzie się zastanawiał nad kwestią ryzyka wypłacalności państw oraz kondycją europejskiego sektora bankowego” – napisała w dzisiejszym raporcie Melinda Burgess, analityk rynku walutowego w RBS.
Tymczasem w krótkim terminie na drodze eurodolarowi stanęły opory techniczne w strefie 1,3050-1,3093$, wyznaczane przez rozmiar formacji odwróconej głowy z ramionami oraz szczyt z 10 maja.
K.K.



























































