W poniedziałek zakres wahań kursu EUR/USD osiągnął wartość jednego centa – dolarowi sprzyjał lepszy od oczekiwań odczyt wskaźnika ISM, zaś europejskiej walucie pośrednio szkodziły informacje o kłopotach brytyjskiego banku Bradford&Bingley. Jednak wieczorem, gdy agencja Standard&Poor’s obniżyła ratingi kilku nowojorskim bankom inwestycyjnym, to dolar zaczął oddawać pole na rzecz euro.
We wtorek europejska waluta kontynuuje marsz w górę wspierana przez spekulacje dotyczące wzrostu cen producentów w Eurolandzie – według prognoz ekonomistów dynamika PPI wyniosła w kwietniu 0,8% m/m i 6,1% r/r, względem wyniku 5,7% r/r odnotowanego w maju.
Szybko rosnące ceny hurtowe oznaczają coraz silniejszą presję inflacyjną i mogą w końcu skłonić Europejski Bank Centralny do podwyżki stóp procentowych, na co zapewne liczy część inwestorów kupujących euro.
O godzinie 9:40 rynek walutowy wyceniał wspólną europejską walutę na 1,5572 dolara, a więc o 0,2% wyżej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. Euro zaczęło też odrabiać straty względem jena, umacniając się o 0,1% i notując kurs 162,32 jenów. Dolar stracił za to 0,2% - za jeden banknot z podobizną Jerzego Waszyngtona można było kupić już tylko 104,22 jeny.
K.K.





























































