Wtorkowe poranek przyniósł dalsze osłabienie polskiej waluty. Kurs euro przekroczył poziom 4,33 zł. Frank kosztuje już blisko 3,99 zł i jest najdroższy od przeszło dwóch lat.


Na światowych rynkach finansowych narasta awersja do ryzyka. Inwestorzy obawiają się recesji, a lęki te wzmacniane są przez eskalację chińsko-amerykańskiego sporu handlowego. Do tego zaostrza się sytuacja w Hongkongu, a w Argentynie doszło do największego jednodniowego krachu finansowego w ciągu ostatnich kilku dekad.
W takich okolicznościach zarządzający funduszami mają tendencję do ograniczania ryzyka i pozbywania się z portfeli ryzykownych aktywów, w tym także walut z tzw. rynków wschodzących. A do takich zalicza się polski złoty.
We wtorek o 9:30 kurs euro kształtował się na poziomie 4,3325 zł, osiągając najwyższa wartość od lutego. W ten sposób kurs EUR/PLN zbliżył się do górnego ograniczenia trendu bocznego (4,25-4,35 zł), w którym porusza się od roku.
Osobną historię pisze frank szwajcarski, który na parze z euro jest obecnie najmocniejszy od 2 lat. W rezultacie kurs CHF/PLN we wtorek rano sięgnął 3,9879 zł – czyli najwyższego pułapu od kwietnia 2017 roku.

Złotemu nie pomagają też niezbyt rozsądne wypowiedzi niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej. W poniedziałek Eryk Łon napisał, że „NBP powinien inwestować w akcje spółek notowanych na GPW oraz wpływać na ich działania biznesowe w celach prospołecznych”. Domagania się poluzowania polityki pieniężnej w obliczu słabnącej waluty i inflacji cenowej podchodzącej pod 3% nie należy do standardowych działań bankierów centralnych.
KK





























































