W ubiegłym roku amerykańska gospodarka straciła 2,6 mln miejsc pracy. To najgorszy wynik od roku 1945, gdy spadek pracę straciło 2,75 mln ludzi. W grudniu spadek zatrudniania w sektorach pozarolniczych zgodnie z oczekiwaniami większości ekonomistów wyniósł 525 tysięcy. Ale do tego wyniku trzeba jeszcze dodać 103 tysiące wynikające z rewizji w dół danych za październik i listopad. W efekcie stopa bezrobocia skoczyła z 6,8% do 7,2% i jest najwyższa od 16 lat.
„Konsumenci będą teraz coraz bardziej bać się utraty pracy. Pakiet stymulacyjny Obamy musi być duży, musi być wyraźny i musi zostać szybko wprowadzony” – tak dzisiejsze dane skwitował w wypowiedzi dla serwisu Bloomberga Nariman Behravesh – główny ekonomista w firmie IHS Global Insight.
Z początku rynek odebrał te informacje nawet dość pozytywnie – główne indeksy zaczęły dzień od minimalnych wzrostów. Ale już kilka minut po otwarciu ceny akcji znacząco odbiegały od poziomów z czwartkowego zamknięcia. W samej końcówce sesji podaż jeszcze docisnęła, zwiększając rozmiary strat posiadaczy akcji.
Ostatecznie Dow Jones stracił 1,64%, kończąc dzień wynikiem 8.599,18 pkt. Indeks S&P500 spadł o 2,13%, zatrzymując się na poziomie 890,35 pkt. Nasdaq zniżkował o 2,81%, osiągając na zamknięciu wartość 1.571,59 pkt. W ujęciu całego tygodnia S&P500 stracił 4,5%, co jest najgorszym wynikiem od listopada. Na wykresach coraz wyraźniej zaczyna się rysować średnioterminowy trend boczny.
Dzisiaj inwestorzy najchętniej pozbywali się akcji spółek z sektora finansowego: kurs Citigroup spadł o 5,7%, walory Bank of America oraz American Express przeceniono po 4%, zaś notowania JP Morgan Chase zniżkowały o 4,6%. Komentatorzy wiążą spadek notowań Citigroup z odejściem z firmy Roberta Rubina. Ten były sekretarz skarbu w administracji Billa Clintona pełnił w Citigroup funkcję doradcy zarządu, lecz nie uchronił firmy przed poniesieniem rekordowych 55 mld dolarów strat w segmencie subprime.
K.K.



























































