Wczoraj amerykańskiej walucie nie pomógł prawie dwukrotnie wyższy od prognoz wzrost sprzedaży detalicznej, ponieważ znacznie bardziej od oczekiwań wzrosła liczba nowych bezrobotnych.
Jednak dzisiaj kolejną szansą dla dolara są dane o inflacji. Ekonomiści oczekują, że w maju wskaźnik CPI wzrósł o 0,5% m/m względem zwyżki o 0,1% miesiąc wcześniej. Spodziewany wzrost inflacji zwiększy oczekiwania na podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, co powinno doprowadzić do aprecjacji dolara.
Z drugiej strony na niekorzyść amerykańskiej waluty mogą przemówić dane o nastrojach konsumentów – analitycy prognozują, że w czerwcu indeks Michigan Sentiment obniżył się o kolejne 2,3 pkt., osiągając wartość 59,8 pkt.
Tymczasem o godzinie 10:00 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5392 dolara, a więc o 0,4% niżej niż na czwartkowym zamknięciu notowań. Względem jena „zielony” umocnił się o 0,2%, osiągając wartość 108,02 jenów. Na polskim rynku dolar po raz pierwszy od połowy maja przekroczył poziom 2,20 złotego, umacniając się o 0,4%.
Dolarowi powinny były wczoraj pomóc także słowa Ben Bernanke, który po raz kolejny powtórzył, że banki centralne będą walczyć z każdym wzrostem oczekiwań inflacyjnych. Szef Fed-u uznał też, że w ciągu ostatniego miesiąca koniunktura gospodarcza uległa poprawie.
K.K.


























































