Wielu specjalistów ostrzega, że kwota 700 mld dolarów, jaką amerykański rząd ma wesprzeć sektor finansowy, poważnie zaciąży na notowaniach dolara względem euro oraz jena. Tylko z tego powodu gigantyczny deficyt budżetowy Stanów Zjednoczonych wzrośnie o 6,6%, osiągając wartość 11,315 bln dolarów. Masowa podaż amerykańskich obligacji skarbowych może zmniejszyć ich atrakcyjność dla zagranicznych inwestorów – ostrzega John Taylor, szef International Foreign Exchange Concepts – największego funduszu hedgingowego (15 mld $ aktywów) działającego na rynku walutowym.
Już obecnie amerykańskie władze nie rozpieszczają inwestorów – krótkoterminowe papiery dłużne dają zarobić nieco ponad 2% w skali roku przy oficjalnym wskaźniku CPI na poziomie 5,5%. Oznacza to, że inwestowanie w amerykańskie obligacje wiąże się z koniecznością dołożenia do interesu.
Analitycy uważają, że konkurencję dla dolara może stanowić nie tylko euro czy funt, ale także dolar australijski i brazylijski real. Wszystkie te waluty są oprocentowane znacznie wyżej niż dolar, co może doprowadzić do odpływu kapitału z USA.
Jednak wielu analityków nie wyobraża sobie takiego rozwoju sytuacji. Ich zdaniem w zamian za bezpieczeństwo oferowane przez rząd USA inwestorzy będą w stanie zapłonić wysoką cenę. Prodolarowe nastroje widać było chociaż w ubiegłym tygodniu, gdy kapitał wycofywany z rynków wschodzących płynął na rynek amerykańskich obligacji skarbowych, umacniając dolara.
Tymczasem w piątek i poniedziałek dolar zaczął tracić względem euro. O godzinie 14:50 kurs EUR/USD zyskiwał 0,6%, osiągając poziom 1,4579 dolara. Od ostatniego szczytu z połowy lipca dolar zyskał w stosunku do euro 9,1% i obecnie znajduje się na poziomie ze stycznia.
K.K.

























































