Przypomnijmy, że bez mała rok temu jedno euro było warte 1,4865 dolara. Coraz częściej słychać więc głosy analityków rynku walutowego o rychłym ataku euro na poziom 1,50. Najwięcej w swojej historii europejska waluta była warta w lipcu ubiegłego roku, kiedy to płacono za nią 1,6037 dolara. Obecna tendencja to wyraźna oznaka poprawy nastrojów wśród inwestorów na świecie, którzy pozbywają się uważanego za bezpieczną walutę dolara.
Dzisiejsze publikacje danych makroekonomicznych powinny wyraźnie sprzyjać osłabieniu dolara. Szczególnie istotny jest spadek liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w zeszłym tygodniu z 557 tysięcy po korekcie do 545 tysięcy. Analitycy oczekiwali odczytu na poziomie 550 tysięcy. Daje to pewne nadzieje, że sytuacja na amerykańskim rynku pracy ulegnie już niedługo poprawie. Należy przy tym pamiętać, że stopa bezrobocia w USA znajduje się obecnie na najwyższym od ponad 20 lat poziomie.
Minimalnie poniżej prognoz ekonomistów, a zarazem powyżej poziomów z poprzedniego miesiąca, znalazły się sierpniowe odczyty dotyczące liczby rozpoczętych budów domów oraz pozwoleń na budowę tychże. Ten pierwszy wskaźnik wzrósł z 589 tysięcy do 598 tysięcy, podczas gdy drugi z 564 tysięcy do 579 tysięcy. Tutaj z kolei inwestorzy powinni docenić lepszą sytuację na rynku nieruchomości.
Do wspomnianych publikacji gracze rynku walutowego podeszli jednak z dużą rezerwą, właściwie nie wpłynęły one na losy pary EUR/USD. Po ustanowieniu kolejnego tegorocznego maksimum na poziomie 1,4767 dolara za euro o godzinie 8.30, europejska waluta spuściła trochę z tonu i po godzinie piętnastej była wyceniana po 1,4701 dolara. Dzisiejsza reakcja inwestorów jest więc dość nietypowa, lecz mimo to euro powinno się dalej umacniać.
TW





























































