Inną często ostatnio spotykaną praktyką jest wymuszanie na klientach dopłat do mieszkań, mimo iż w umowie zagwarantowano, że cena się nie zmieni. „Niektórzy z nas sprzedali stare mieszkania, wzięli kredyty, a teraz mają wytrzasnąć z kapelusza po kilkanaście tysięcy złotych!” żalą się klienci cytowani przez Gazetę Wyborczą.
„Co mogą zrobić w tej sytuacji? - Iść na ugodę, co, niestety, oznacza zgodę na wyższe koszty - przyznaje analityk Open Finance Emil Szweda. Odmowę deweloper może bowiem uznać za powód do rozwiązania umowy. Zwraca wtedy pieniądze i wypłaca przewidziane w umowie odszkodowanie, np. 5 proc. wartości mieszkania. Problem w tym, że za tę kwotę nie kupi się dziś mieszkania o podobnej powierzchni, bo przez dwa lata ceny poszły w górę nawet o 100 proc. O szczególnie drastycznych przypadkach Szweda radzi więc... informować media. - Nawet krótka informacja w telewizji potrafi schłodzić rozgrzaną głowę prezesa firmy deweloperskiej” czytamy w Gazecie Wyborczej.
„Analityk Open Finance równocześnie zastrzega, że czasem żądania deweloperów są uzasadnione, np. gdyby z powodu wzrostu kosztów budowy realizacja inwestycji oznaczała dla nich straty lub nawet bankructwo. Faktem jest, że w tym roku mocno podrożały niektóre materiały konstrukcyjne (np. cegły i bloczki) oraz koszty robocizny” wskazuje Gazeta Wyborcza.
Sytuacja na rynku nieruchomości daleka jest od normalnej. Wprawdzie ceny w największych miastach nieco się ustabilizowały i nie rosną już w tempie dwucyfrowym, jednak nadal wielu pracujących osób nie stać na własny kąt. Alternatywą dla drogiego mieszkania w mieście przestał już być także tani dom pod miastem, bowiem z uwagi na wzrost cen działek oraz horrendalnie wysokie koszty materiałów budowlanych i robocizny.
Więcej na ten temat w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w artykule Marka Wielgo „Deweloperska wolnoamerykanka”.



























































