W II poł. 2017 r. na GPW spodziewane są umiarkowane wzrosty indeksów, rzędu kilku procent - uważają uczestnicy debaty PAP Biznes „Strategie rynkowe TFI”. Ich zdaniem, dobre dane makroekonomiczne powinny wspierać wyniki spółek w nadchodzącym półroczu, a w centrum uwagi inwestorów powinny znaleźć się głównie spółki konsumenckie.


W czternastym spotkaniu "Strategie rynkowe TFI - perspektywy, wyzwania, zagrożenia" udział wzięli przedstawiciele Union Investment TFI, PKO TFI, KBC TFI, TFI PZU oraz Skarbiec TFI. Partnerem merytorycznym cyklu są Analizy Online.
Zobacz także
"Przy mocnym obecnie PKB w Polsce należy oczekiwać wzrostu cen akcji w przyszłości. Zmienią się pewnie liderzy wzrostu. Pewnie mniej należy liczyć na spółki surowcowe, a bardziej na spółki nastawione na konsumenta i na popyt inwestycyjny. Być może też na energetykę, która od jakiegoś czasu się ustabilizowała i uwolniła od złych informacji" - powiedział podczas debaty Jarosław Antonik, członek zarządu KBC TFI.
"Jesteśmy pozytywnie nastawieni i oczekujemy - po chwilowym uspokojeniu - kontynuacji wzrostu. Pewnie bardziej pod presją będą firmy produkcyjne nastawione mocno na eksport, z uwagi na presję złotego" - dodał.
Wskazał jednak, że nie oczekuje bardzo dużego wpływu sytuacji na rynku walutowym na te spółki.

Pozytywnie nastawiony do polskich akcji jest także Jarosław Leśniczak, główny strateg ds. rynków globalnych TFI PZU.
"Jestem relatywnie pozytywnie nastawiony do akcji na rynkach rozwiniętych, w konsekwencji więc także do akcji polskich. Akcje rynków wschodzących są obecnie o ok. 30 proc. tańsze od akcji rynków rozwiniętych. Historycznie było to ok. 20 proc., więc można dostrzec jakąś przestrzeń do relatywnie lepszego zachowania" - ocenił Leśniczak.
"Bardzo dobre dane makro będą sprzyjać poprawie wyników spółek. Brakuje tylko inwestycji, zwłaszcza w sektorze prywatnym, ale jak pojawią się publiczne, to powinny pojawić się też prywatne" - dodał.
Jego zdaniem, nadal rozczarowują sektory inwestycyjne - spółki budowle i budownictwa kolejowego.
"Spółki te będą miały dużo zamówień, ale pytanie - czy będą miały z tego zyski?" - powiedział Leśniczak.
Z optymizmem w przyszłość polskiego rynku akcji patrzy również Grzegorz Zatryb, główny strateg Skarbiec TFI.
"Struktura polskiej giełdy niekoniecznie odpowiada strukturze polskiej gospodarki, ale mimo to, dobre wskaźniki makro powinny pozwolić skorzystać także inwestorom" - powiedział Zatryb.
"Liczymy na to, że inwestycje, które już zaczynają się pojawiać pomogą tym spółką, które są beneficjentami tej części gospodarki” - dodał.
Jak wskazał, nie oczekuje znaczącej przewagi małych i średnich spółek nad blue chipami.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI oraz Sławomir Sklinda, zastępca dyrektora departamentu zarządzania aktywami PKO TFI, spodziewają się umiarkowanego wzrostu na GPW - rzędu kilku punktów procentowych.
"Jesteśmy pozytywnie nastawieni do polskiej giełdy. Z tego poziomu, przy którym jesteśmy nie mówimy o spektakularnym wzroście do końca roku, ale kilka punktów procentowych na indeksie jest możliwe. Spodziewamy się lekkiego umiarkowanego wzrostu" - ocenił Rusak.
Również nie wskazywalibyśmy istotnej przewagi na rzecz małych czy dużych spółek. Bardziej wierzymy w szeroki rynek, szczególnie z uwagi na sektor bankowy" - dodał.
Jego zdaniem, interesujące mogą być także małe i średnie spółki nastawione na rynek konsumenta. Dodał, jak poprzednicy, że eksporterzy z kolei nie powinni należeć do faworytów.
Sklinda ocenił, że zdecydowana większość ruchu wzrostowego na GPW jest już za inwestorami.
"Jeśli dalej będzie trend wzrostowy - niewielki, korekcyjny - to raczej rzędu małych paru procent" - powiedział Sklinda.
"Rynek powinien +underperfomować+ szeroki rynek, gdzie jest więcej inwestorów i większa płynność" - dodał.
WIG 20 od początku 2017 roku wzrósł o ok. 20 proc.
Niższa inflacja będzie wspierać rynki długu, jednak hossa powoli dobiega końca
Niższa inflacja będzie wspierać rynki długu, jednak hossa na FI powoli dobiega końca - uważają uczestnicy debaty. Zdaniem ekspertów, sytuacja makro zachęca do inwestowania w polskie papiery, jednak spadek rentowności nie powinien być duży, ponieważ - jeśli chodzi o 10-latki - duża część ruchu już się wykonała.
Podczas debaty Grzegorz Zatryb, główny strateg Skarbiec TFI, ocenił, że wbrew temu, czego jeszcze niedawno spodziewał się rynek, obligacje mogą dać zarobić, a rynkom długu sprzyjać będzie niska inflacja.
"Jeśli chodzi o obligacje, to sytuacja jest o tyle niekorzystna dla prognozujących, że ta klasa aktywów została pogrzebana już jakiś czas temu. Spodziewano się inflacji, szybszego wzrostu, stopy procentowe miały rosnąć, ale na razie nic takiego się nie dzieje. Fundusze obligacji dają w tym roku przyzwoite stopy zwrotów. Wygląda na to, że inflacja nie pojawi się jeszcze przez dłuższy czas" - ocenił Zatryb.
"Z jednej strony będziemy mieć presję na wzrost krzywej dochodowości ze względu na działania banków centralnych, a z drugiej strony niewiarę rynków, że pojawi się inflacja, czego efektem będzie spłaszczanie się krzywej dochodowości. Przy polskich papierach 10-letnich pozwala to zakładać stopę zwrotu na poziomie ok. 3 proc., a taka jest mniej więcej rentowność 10-latek" - dodał.
Na rolę banków centralnych w kształtowaniu pozytywnego sentymentu na rynkach długu zwrócił uwagę Jarosław Leśniczak, główny strateg ds. rynków globalnych TFI PZU.
"Warto podkreślić wpływ banków centralnych na poszczególne klasy aktywów. Cały czas jest sporo pieniędzy na rynku, które muszą znaleźć gdzieś ujście. (...) Najlepiej widać to w obligacjach - banki centralne wciąż kupują obligacje, ponad 100 mld miesięcznie. Ceny papierów pozostają wysokie, a rentowności niskie. Głównymi kupującymi są banki centralne, ale kupują je też fundusze. Samozadowolenie rynku jest niepokojące, jakaś korekta może zachwiać rynkiem, ale niekoniecznie zawalić" - powiedział.
"Nie widzę zatem jakiegoś wielkiego załamania na rynkach, choć samozadowolenie rynku i niedostrzeganie ryzyk jest niepokojące. Korekta może się pojawić, ale nie zawali rynku. Ponadto, cena ropy będzie wpływać obniżająco na inflację, co będzie wspierać obligacje, ponieważ w rzeczywistości są one oparte głównie na bieżącej inflacji" - dodał.
Zdaniem Jarosława Antonika, członka zarządu KBC TFI, na dobry klimat na rynku długu ma wpływ inflacja, które obecnie znajduje się w odwrocie. Antoniak pozytywnie ocenił też perspektywę dla polskiego rynku długu.
"Rentowności na rynku niemieckim powinny iść w górę, trochę w sprzeczności do tego, co może się dziać w krajach peryferyjnych. Tam apetyt na ryzyko będzie powodował zacieśnianie spreadu do obligacji niemieckich - tak, jak jest to teraz w Polsce" - powiedział podczas debaty.
"Sytuacja makro zachęca do inwestowania na rynku długu w Polsce. Spadek rentowności nie będzie jednak bardzo duży, ponieważ - jeśli chodzi o 10-latki - duża część ruchu już się wykonała. Nadal jednak nie widzę sygnałów, które mogłyby spowodować odwrót tego trendu. Mógłby to być skok inflacji lub pogorszenie w finansach publicznych, ale na to się nie zanosi" - dodał.
Z kolei Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI, negatywnie ocenia rynek długu w eurolandzie, nieco przychylniej patrzy jednak na polskie papiery, choć - jego zdaniem - po dłuższym okresie hossy można spodziewać się powrotu do wyższych rentowności.
"Jeśli chodzi o rynki długu w eurolandzie, to nie da się tutaj zarobić. Inwestorzy patrzą głownie na USA. W przypadku Polski główną rolę odegrały czynniki globalne, tj. powrót sentymentu do obligacji oraz bardzo dobre makro - wykonanie budżetu, mało emisji długu na koniec roku. Inwestorzy chyba po raz kolejny nie docenili zmiany strukturalnej na świecie - tego, że zeszliśmy na niższe poziomy inflacji, stóp procentowych, niższej premii za ryzyko na rynkach bazowych" - powiedział.
"Po wielkim bum i powrocie inflacji na przełomie roku niewiele już zostało i nawet jeżeli pewne procesy normalizacji będą następowały to instrumenty o niższym ryzyku i dłuższym duration będą znajdowały nabywców. Jednak po swego rodzaju hossie na rynkach obligacji, pewien odpoczynek i powrót do wyższych rentowności jest możliwy" - dodał.
Podczas debaty najmniej optymistycznie do rynków długu odniósł się Sławomir Sklinda, zastępca dyrektora departamentu zarządzania aktywami PKO TFI.
"Nie widzimy wartości w obligacjach. W części rozwiniętych rynków – nie ma poziomów, na których moglibyśmy grać w jedną lub w drugą stronę. W USA silniejszy dolar i spowolnienie wzrostu gospodarczego będą się kontrować. W Europie może pojawić się delikatny wzrost rentowności obligacji – szum tematów politycznych ustaje, a z drugiej strony makro europejskie powinno jednak bardziej zaskakiwać. Dalszą kompresję yieldów na rynkach bazowych Europy ciężko sobie wyobrazić.
Ponadto, inflacja bazowa będzie zmierzać w górę, co też nie wspiera rynków długu" - ocenił.
"W przypadku Polski, dobre makro raczej wykorzystalibyśmy grając na złotym niż na obligacjach. Jeśli chodzi o rynki rozwijające się - nawet jeśli sytuacja jest dobra, to rentowności są wysokie, bo wyższe mamy tam ryzyko polityczne i tak pozostanie. Ogólnie, nie jesteśmy fanami tej klasy aktywów" - dodał.
Surowce coraz mniej atrakcyjne, negatywne perspektywy dla cen
Perspektywy dla rynku surowców są pesymistyczne - uważają uczestnicy debaty PAP Biznes. Głównej przyczyny mniejszego popytu na surowce doszukują się oni w spowolnieniu tempa industrializacji Chin. Uczestnicy debaty zwrócili także uwagę na niskie ceny ropy naftowej, mogące wpływać hamująco na wzrost inflacji na świecie.
Uczestnicy debaty byli zgodni, że surowce będą w dalszej części 2017 r. najmniej atrakcyjną klasą aktywów inwestycyjnych. W kontekście oczekiwań inflacyjnych, eksperci są zdania, iż niższe ceny surowców - zwłaszcza ropy naftowej - będą wpływać obniżająco na wskaźnik inflacji na świecie.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI, zwrócił uwagę, że surowce - mające być według pierwotnych oczekiwań atrakcyjną klasa aktywów inwestycyjnych - są obecnie klasą najsłabszą.
"Na rynku surowcowym mamy do czynienia z fazą uspokojenia, surowce miały być motorem wzrostu na ten rok, a od początku roku są najsłabszą klasą aktywów – indeksy surowcowe straciły na wartości w okolicach 10 proc. od początku roku" - powiedział Ryszard Rusak.
Bloomberg Commodity Index spadł od początku roku o 7,5 proc., natomiast wartość Thomson Reuters CRB Commodity Index jest niżej o 12 proc. YTD.
W opinii Grzegorza Zatryba, głównego stratega Skarbiec TFI, bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na spadek cen surowców - zwłaszcza metali przemysłowych - jest znaczne spowolnienie tempa industrializacji Chin.
"Warto zauważyć, że Chiny już się tak gwałtownie nie industrializują, co marginalizuje wpływ chińskiego popytu na metale industrialne" - powiedział podczas debaty Zatryb.
Podobnego zdania jest Sławomir Sklinda, dyrektora departamentu zarządzania aktywami PKO TFI.
"Patrząc po Chinach i inwestycjach tam poczynionych, praktycznie proces urbanizacji tego kraju się zatrzymał, więc naturalnie zużycie surowców będzie mniejsze. Mniejsza surowcochłonność takich gospodarek jak Chiny oznacza mniejszy popyt na surowce" - powiedział podczas debaty Sklinda.
Eksperci zwrócili uwagę na niskie ceny ropy naftowej i wynikające z nich implikacje dla światowej gospodarki.
"Ceny ropy na poziomie 42-43 dolarów za baryłkę determinowane są przez kilka punktów, po pierwsze program dalszych cięć OPEC nie zadziałał, stale rośnie liczba odwiertów łupkowych w USA" - powiedział Sławomir Sklinda.
Jarosław Leśniczak, główny strateg ds. rynków globalnych TFI PZU, dodał, że ropa będzie wpływać obniżająco na inflację, zarówno globalnie jak i wśród gospodarek wschodzących.
Również zdaniem Jarosława Antonika, Członka Zarządu KBC TFI, spadek cen surowców osłabi presję inflacyjną na świecie.
"Surowce w ostatnim czasie się stabilizują lub nawet tanieją, osłabia się tym samym presja inflacyjna napędzana cenami surowców, które przestały rosnąć" - powiedział Antonik.
Uczestnicy debaty byli zgodni, że pesymistyczne prognozy dotyczą zwłaszcza państw, których gospodarka oparta jest głównie na eksporcie surowców, jak np. Rosja.
"Patrząc na emerging markets, różnica była wyraźna między importerami a eksporterami energii, teraz to będzie traciło na znaczeniu. Państwa surowcowe zaczną płacić ceny za brak zdywersyfikowanego rozwoju, opierając się dotychczas tylko na eksporcie" - stwierdził Grzegorz Zatryb.
"Niższa intensyfikacja gospodarki światowej na surowce będzie bolączką krajów, które mają gospodarki oparte całkowicie na surowcach, jak na przykład Rosja" - podsumował Sławomir Sklinda. (PAP Biznes)
pat/ jtt/ hb/ asa/



























































