Z danych ZUS wynika, że w 2011 roku w Polsce zarejestrowano tylko ok. 37 tysięcy nowych firm. W poprzednich latach liczba nowo powstałych przedsiębiorstw wahała się od 80 tys. do 100 tys. rocznie. Co ciekawe, ZUS zwraca uwagę, że tylko połowa założonych biznesów to firmy jednoosobowe. W dużej mierze są to samozatrudnieni, którzy pracują jak na etacie dla konkretnych firm z tą różnicą, że sami opłacają sobie składki. Jednak ok. 16 tysięcy nowych firm to przedsiębiorstwa zatrudniające do 5 pracowników.Eksperci zwracają uwagę, że mniejsza liczba nowych firm może być symptomem kryzysu. Polacy odwracają się od legalnej, czyli zarejestrowanej działalności i świadczą swoje usługi w szarej strefie. Z drugiej strony, część analityków uważa, że to nie liczba przedsiębiorstw jest ważna, ale ich jakość. Ponadto, gdyby to był zły rok dla przedsiębiorczości, to firm by ubywało, a nie przybywało.
Czy to koniec z samozatrudnieniem?
Warto pamiętać, że gros nowych firm powstaje tylko po to, by uelastycznić zatrudnienie. Duża część przedsiębiorców to w zasadzie normalni etatowi pracownicy, którzy pracują na rzecz swojego zleceniodawcy, czyli właściwie pracodawcy. Wie o tym praktycznie każdy, kto czyta ogłoszenia o pracę, że część przedsiębiorstw za warunek konieczny przyjęcia do pracy stawia posiadanie zarejestrowanej działalności gospodarczej. Jest to jedna z popularniejszych form uelastyczniania zatrudnienia.
Stąd można wyciągnąć wniosek, że firmy powoli zaczęły odchodzić od tego modelu pozyskiwania pracowników. Obok tzw. „umów śmieciowych” jest to jedna z najpopularniejszych form zatrudnienia pomijająca Kodeks pracy. Część użytkowników słusznie zwraca uwagę, że nie jest to „śmieciowy sposób” pracy, tylko po prostu tańszy. Nikogo nie można zmusić do założenia własnej firmy, a część osób, które musiały z różnych powodów zdecydować się na ten krok, wcale tego nie żałuje. Zmniejszony przyrost tego typu działalności gospodarczych to sygnał, że większe przedsiębiorstwa zakończyły restrukturyzację zatrudnienia. To z kolei pozytywny sygnał dla gospodarki. Podobnie jest ze słynnymi „umowami zlecenia”. Często jest to jedyny sposób na znalezienie jakiejkolwiek pracy. Dlatego nie można twierdzić, że to umowy cywilno-prawne doprowadziły do patologii na rynku pracy, ale drogie umowy o pracę, które jako właściwe do określenia stosunku pomiędzy pracodawcą, a pracownikiem, po prostu są za drogie.
Obecnie w ZUS zarejestrowanych jest 1,3 mln firm jednoosobowych. Kolejne 0,5 mln to małe przedsiębiorstwa zatrudniające do 5 osób. Z drugiej strony nie wiadomo do końca ile w Polsce działa firm. Różne statystyki podają, że jest ich od 2 do 5 mln. Z tego aktywne,czyli faktycznie prowadzące działalność gospodarczą stanowią od 60% do 70%. W systemie REGON zarejestrowanych jest ok. 4 mln podmiotów gospodarki narodowej. Stąd należy ostrożnie patrzeć na statystyki podawane przez ZUS.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl





























































