Stare powiedzenie głosi, że pieniądze lubią ciszę. Zwłaszcza te duże pieniądze. Poważne kapitały rzadko kiedy interesują się aktywem okupującym pierwsze strony gazet i czołówki serwisów informacyjnych. Dlatego też warto przyglądnąć się złotu, o którym od pewnego czasu w ogóle nie słychać.
W czerwcu i lipcu żółty metal doświadczył zasłużonej korekty, która skutkowała znaczącym spadkiem zaangażowania funduszy na rynku terminowym. Długa spekulacyjna pozycja netto otwarta w nowojorskich kontraktach na złoto pod koniec lipca była najmniejsza od marca.
Tymczasem dane makroekonomiczne napływające ze Stanów Zjednoczonych świadczą o spowolnieniu tempa wzrostu gospodarczego i zwiększają ryzyko wystąpienia wtórnej recesji. Taki scenariusz zdyskontował już rynek długu, gdzie rentowności papierów skarbowych są najniższe od wiosny ubiegłego roku.
Kapitał przenosi się z rynków akcji w stronę bezpiecznych aktywów, lecz jak na razie omija sektor metali szlachetnych. To stwarza okazję do zajęcia pozycji, zanim grube ryby przypomną sobie o złocie. Postawienie na żółty metal jest jednak równoznaczne z nastawianiem się na giełdową bessę i pogorszenie koniunktury gospodarczej na świecie.
Jak na razie na rynku złota panuje wakacyjny spokój, a notowania kruszcu leniwie oscylują wokół poziomu 1200$ za uncję. Pozostają więc zaledwie 5% poniżej nominalnego rekordu wszech czasów.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































