REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Brak odpowiedniej wizji rozwoju sektora bankowego powoduje duże koszty

2002-03-18 19:29
publikacja
2002-03-18 19:29
Dodaj Bankier.pl w Google
Z prof. Janem Szambelańczykiem, członkiem Rady BFG*, rozmawia Sławomir Lipiński

GB: – Jak ocenia Pan rozwój bankowości w Polsce w ostatnich latach?

JS:
– Mówiąc językiem potocznym, postęp widoczny jest gołym okiem. Bankowość rozwinęła się bardziej, niż większość innych sektorów gospodarki. Ponadto polski sektor bankowy został włączony w procesy globalizacji, poprzez udział inwestorów zagranicznych w prywatyzacji i przejmowaniu już prywatnych banków. Gruntownie zmieniły się także kwalifikacje bankowców i infrastruktura banków i tzw. instytucji okołobankowych. W niektórych obszarach ta infrastruktura jest nawet nowocześniejsza niż w znacznie bogatszych krajach.

– Ale w wielu dyskusjach, w których bierze Pan udział, nie mówi się o tych dobrych stronach, lecz akcentuje najrozmaitsze obawy, zwłaszcza te związane ze strukturą własnościową sektora.

– To naturalne. Zwłaszcza w warunkach spowolnienia wzrostu gospodarczego, kryzysu na rynku pracy , trudności finansów publicznych, politycy, a także eksperci toczą spory co do zasadności przyjętego kierunku reform.

– Jak Pan sytuuje się w tych sporach?

– Mam wrażenie, że na razie dominuje w nich podejście eksperckie nad refleksją naukową. Ta druga jest bowiem poważnie utrudniona. Po pierwsze dlatego, że brak jest upowszechnionego paradygmatu odnośnie procesów rozwoju banków. Wskazuje się co prawda na pewne modele bankowości, np. reński czy anglosaski, ale ich praktyczne odpowiedniki w krajach transformacji systemowej są wątpliwe, tym bardziej, że warunki działalności banków w Polsce nie odpowiadają tym, w jakich te modele były kształtowane. Po drugie dlatego, że zmiany w naszym sektorze bankowym miały charakter bardziej rewolucyjny niż ewolucyjny, ponadto przekształcenia wynikały bardziej z władczych decyzji niż z procesów rynkowych. Po trzecie – praktycznie brak jest dostępu do tzw. wrażliwych danych o bankach. Negocjacje na temat prywatyzacji lub przejęć banków nie są przecież transparentne ani dostępne dla badaczy.

Osobny problem o kardynalnym znaczeniu, to zasadność wykorzystywania doświadczeń zagranicznych i wyników studiów komparatystycznych do formułowania dyrektyw praktycznych dla specyficznych warunków, w jakich znalazła się Polska i inne kraje regionu. Te m.in. ograniczenia wpływają na to, że oceny i projekcje eksperckie mają w istotnym stopniu charakter aksjologiczny. Nieco żartobliwie można by to określić sloganem: “ekspert nie musi badać, ekspert wie”. Osobiście chciałbym wydawać jednoznaczne sądy dopiero na podstawie solidnego materiału badawczego.

– Jest Pan członkiem Rady Bankowego Funduszu Gwarancyjnego – czy z punktu widzenia misji BFG, a więc bezpieczeństwa depozytów, obecna struktura właścicielska banków jest korzystna?

– Rzeczywiście, warto zastanawiać się nad konsekwencjami tego w przypadku wystąpienia – odpukać – kryzysu finansowego. Scenariusz optymistyczny przewiduje, że inwestorzy strategiczni – banki o wysokich ratingach międzynarodowych, których fundusze przewyższają fundusze całego polskiego sektora – stanowią bardzo dobrą gwarancję dla polskich depozytów. Tym samym zmniejszają ryzyko ewentualnej, kosztownej interwencji z udziałem środków budżetowych państwa. Konkurencyjny scenariusz odwołuje się do przesłanek egoistycznych w zachowaniach inwestorów zagranicznych. Ostatnie doświadczenia związane z zachowaniem renomowanych banków w Argentynie, wydają się potwierdzać wariant optymistyczny.

– Mówimy o sytuacji ekstremalnej, ale wielu Pańskich kolegów już dziś zarzuca bankom zagranicznym egoizm w codziennym działaniu. Dostrzega Pan jakieś przejawy tego egoizmu?

– Powtarzam, że a priori trudno jednoznacznie ocenić konsekwencje dla polskiego systemu społeczno-gospodarczego, jakie niesie dominacja w bankach zagranicznych inwestorów. Z jednej strony istnieje ryzyko, że strategie globalne banków, dziś jeszcze banków-matek, a w nieodległej perspektywie central zagranicznych dla oddziałów w Polsce, rzutować będą na alokacje ich środków. W kategoriach sztuki bankowej można przyjąć, że banki globalne napotykać będą na trudności w ocenie ryzyka kredytowego wynikające choćby z niskiej jakości informacji generowanych przede wszystkim w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. To oczywiście rzutuje na dokonywaną przez te banki selekcję projektów kredytowych i bywa postrzegane w naszym kraju jako dyskryminacja polskich klientów przez zagraniczne instytucje finansowe. Z drugiej zaś strony, takie strategie globalne mogą być szansą dla banków krajowych czy nawet regionalnych bądź lokalnych, zdolnych do lepszego rozpoznawania uwarunkowań lokalnych. Wiązać się to jednak może z dysparytetem w zakresie rentowności finansowania projektów.

W związku z tym pojawiają się protekcjonistyczne, ogólnikowe jeszcze koncepcje oceny banków według kryterium “służenia” gospodarce. I to też jest zrozumiałe. Nie można bowiem zapominać o zapóźnieniu Polski w sferze akumulacji kapitału finansowego. Bez instrumentów i instytucji finansowych ubezpieczających (np. poprzez poręczenia finansowe) restrukturyzację gospodarki i zatrudnienia, Polska stawać się będzie coraz słabszym partnerem UE. Moim zdaniem, nie można w tym względzie liczyć na “samoorganizację” banków.

Przeglądając wyniki badań nad globalizacją można identyfikować jej dobre i złe konsekwencje. Wielu autorów dowodzi, że tworzy ona zagrożenia dla gospodarek słabszych, o niestabilnych podstawach rozwoju. Innym zagrożeniem jest damping socjalny, grożący konfliktami społecznymi. Wobec tych zagrożeń znamienne jest stwierdzenie jednego z liderów światowego systemu bankowego, który w październiku 2001 r. rozpoczął swe przemówienie od takiej oto deklaracji:” To oczywiste, że w demokratycznym świecie obowiązuje prymat polityki, a gospodarka nie zastąpi państwa”.

– We wspomnianych dyskusjach powtarza się właśnie zarzut, że nasze państwo nie miało i nadal nie ma spójnej wizji dla sektora bankowego.

– Brak wzorców przekształceń tego sektora przydatnych dla krajów transformacji systemowej nie oznacza, że należy rezygnować z opracowywania prognoz adaptacyjno-przygotowawczych czy też studiów strategicznych. I zgadzam się z opinią, że brak było odpowiedniej wizji polskiego sektora bankowego i to nie tylko tej całościowej, ale nawet tego segmentu, który znajduje się pod pełną czy choćby dominującą kontrolą Skarbu Państwa.

Aczkolwiek, jeśli chodzi o wizję całościową, to trzeba brać pod uwagę, że wraz z prywatyzacją i przeniesieniem dyspozycji właścicielskiej banków za granicę, opracowywanie takiej wizji czy pożądanych wzorców staje się coraz bardziej problematyczne. Struktura polskiego sektora bankowego w istotnym stopniu uzależniona została od procesów globalnych. Mamy u nas już konsekwencje konsolidacji transgranicznych, choćby połączenie BPH i PBK. Procesy te naruszają głoszoną wcześniej przez niektórych naszych decydentów koncepcję dywersyfikacji kapitału właścicielskiego w bankach według kryterium kraju pochodzenia. W konsekwencji rozwój odbywa się już w zasadzie w sposób niezależny od decydentów, a nawet regulatorów w Polsce.

– Skoro wspomniał Pan o regulatorach – czy podziela Pan pogląd, że nasze regulacje bankowe były i są nadmiernie restrykcyjne?

– Decyzje nadzorcze miały przede wszystkim na celu dostosowanie naszych regulacji do standardów międzynarodowych, zapewniających bezpieczeństwo depozytów. Ale prawdą jest, że wdrażano je abstrahując często od różnic dzielących nasze banki od nieporównanie lepiej skapitalizowanych i technologicznie zaawansowanych banków zagranicznych, działających na dodatek w bardziej stabilnych warunkach.

W świetle projektów tzw. II umowy bazylejskiej istnieje uzasadnione ryzyko, że globalne instytucje kredytowe zdobędą przewagę regulacyjną, przekładającą się na rynkową przewagę konkurencyjną, która doprowadzi do przyśpieszenia procesu polaryzacji. W jej następstwie, wielkie banki i wielcy klienci, stawać się będą jeszcze bogatsi, a małe banki i ich klienci jeszcze biedniejsi. Jest to jeden z dylematów rozwoju całej cywilizacji.

– Wróćmy jeszcze do polityki państwa wobec tej części banków, które pozostają w jego gestii. Jak Pan ocenia zapowiedzi obecnego ministra skarbu odnoszące się do perspektyw PKO BP S.A. czy miejsca BGŻ S.A. i bankowości spółdzielczej w polskim systemie bankowym?

– Te zapowiedzi są na razie jeszcze dość ogólne. Jeśli przyjąć, że banki te będą w istotnym stopniu konkurencyjne wobec siebie w odpowiednich segmentach rynku, to pojawią się dylematy pomocy finansowej instytucji państwowych dla tych banków. Inaczej mogą kształtować się te relacje, jeżeli wymienione banki będą na zasadzie konkurencyjnej realizowały politykę strukturalną państwa. Jeszcze inaczej, gdy przyjęte zostaną odpowiednie priorytety rozwojowe dla tej grupy lub jej części. Są to ważkie dylematy, bowiem brak odpowiedniej wizji i konsekwencji w jej realizacji spowodował już znaczące koszty, chociażby w procesie restrukturyzacji BGŻ S.A. i banków spółdzielczych, zwłaszcza poprzez obligatoryjne utworzenie zbyt wielu banków regionalnych.

Jan Szambelańczyk jest profesorem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, kierownikiem Katedry Bankowości w Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu. Od 1995 roku jest członkiem Rady BFG, a od grudnia 2001. prezesem Fundacji Edukacji i Badań Bankowych.
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Jak Kuchnia Vikinga obniży koszt pierogów. Fabryka za 150 mln zł podwoi moce produkcyjne
Tematy
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki