2009-02-19 07:30 Źródło: Bankier.pl
Bierz, kiedy Unia daje kasę
Dolnośląskie gminy skutecznie sięgały i wykorzystywały pieniądze z Brukseli
Na Dolnym Śląsku przez ostatnie lata wiele gmin starało się o pieniądze
unijne, które pomogą im w przeprowadzeniu odwlekanych często od lat
inwestycji. W zależności od potrzeb, planowały one dofinansowanie z
różnych programów. Z dokumentu "Ewaluacja przygotowania jednostek
samorządu terytorialnego do aplikowania o środki w ramach Regionalnego
Programu Operacyjnego dla Województwa Dolnośląskiego na lata 2007-2013"
opracowanego na zlecenie urzędu marszałkowskiego we Wrocławiu, wynika, że
jedynie 12 gmin spośród 169 nie starało się o pieniądze unijne w
ogóle.
Dwadzieścia trzy samorządy chciały pozyskać pieniądze w ramach programu INTERREG lub SPO ROL (dotyczący wsparcia sektora rolnego). Dla większości z nich, środki z innych funduszy były istotnym uzupełnieniem działań realizowanych w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego (ZPORR). Z tego programu przeznaczono jednostkom samorządu terytorialnego ponad 676 mln zł. Dofinansowano 39 procent projektów, na które złożono wnioski. - Alokacje środków przewidziane na poszczególne programy zostały w całości zakontraktowane. Projekty są realizowane i rozliczane. Tak więc dolnośląskie gminy dobrze radzą sobie z funduszami UE - podsumowuje Ewa Niechwiej z urzędu marszałkowskiego. Gminy, które pozyskały najwięcej pieniędzy z programów na lata 2004 - 2006 to: Wrocław - 125,8 mln złotych, Nowa Ruda - 27,2 mln złotych, Krośnice - 24, 8 mln zł, Wałbrzych - 21, 1 mln zł oraz Świdnica - 18 mln zł. Z tym, że w przeliczeniu na jednego mieszkańca liderem były Krośnice, które zdobyły prawie 4 tysiące złotych, czyli najwięcej w takim zestawieniu. Za nimi uplasował się Karpacz z prawie 3 tys. zł. Następne: Olszyna, Pieńsk i Świeradów-Zdrój. Wrocław w takim przeliczeniu znajduje się pod koniec trzeciej dziesiątki dolnośląskich miast. W wyżej wspomnianym opracowaniu zauważyć również można największe bariery, na jakie napotykały gminy przy staraniu się o środki unijne. Należą do nich między innymi: ograniczony wkład własny, niestabilny rynek usług budowlanych oraz konflikty wewnętrzne pomiędzy władzami a radą gmin. Dużym utrudnieniem był też brak odpowiedniej kadry mogącej zająć się przygotowaniem wniosków oraz realizacją projektów. - Dlatego zwiększono zatrudnienia w komórkach zajmujących się funduszami unijnymi. Na rynku, niestety, brak specjalistów w tym zakresie, a koszt ich zatrudnienia jest dość wysoki. Jednak część gmin dobrze poradziła sobie z tym problemem, wprowadzając alternatywne rozwiązania pozwalające wzmocnić kadry - tłumaczy Ewa Niechwiej.
POLSKA Gazeta Wrocławska
Joanna Micyk
Dwadzieścia trzy samorządy chciały pozyskać pieniądze w ramach programu INTERREG lub SPO ROL (dotyczący wsparcia sektora rolnego). Dla większości z nich, środki z innych funduszy były istotnym uzupełnieniem działań realizowanych w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego (ZPORR). Z tego programu przeznaczono jednostkom samorządu terytorialnego ponad 676 mln zł. Dofinansowano 39 procent projektów, na które złożono wnioski. - Alokacje środków przewidziane na poszczególne programy zostały w całości zakontraktowane. Projekty są realizowane i rozliczane. Tak więc dolnośląskie gminy dobrze radzą sobie z funduszami UE - podsumowuje Ewa Niechwiej z urzędu marszałkowskiego. Gminy, które pozyskały najwięcej pieniędzy z programów na lata 2004 - 2006 to: Wrocław - 125,8 mln złotych, Nowa Ruda - 27,2 mln złotych, Krośnice - 24, 8 mln zł, Wałbrzych - 21, 1 mln zł oraz Świdnica - 18 mln zł. Z tym, że w przeliczeniu na jednego mieszkańca liderem były Krośnice, które zdobyły prawie 4 tysiące złotych, czyli najwięcej w takim zestawieniu. Za nimi uplasował się Karpacz z prawie 3 tys. zł. Następne: Olszyna, Pieńsk i Świeradów-Zdrój. Wrocław w takim przeliczeniu znajduje się pod koniec trzeciej dziesiątki dolnośląskich miast. W wyżej wspomnianym opracowaniu zauważyć również można największe bariery, na jakie napotykały gminy przy staraniu się o środki unijne. Należą do nich między innymi: ograniczony wkład własny, niestabilny rynek usług budowlanych oraz konflikty wewnętrzne pomiędzy władzami a radą gmin. Dużym utrudnieniem był też brak odpowiedniej kadry mogącej zająć się przygotowaniem wniosków oraz realizacją projektów. - Dlatego zwiększono zatrudnienia w komórkach zajmujących się funduszami unijnymi. Na rynku, niestety, brak specjalistów w tym zakresie, a koszt ich zatrudnienia jest dość wysoki. Jednak część gmin dobrze poradziła sobie z tym problemem, wprowadzając alternatywne rozwiązania pozwalające wzmocnić kadry - tłumaczy Ewa Niechwiej.
POLSKA Gazeta Wrocławska
Joanna Micyk



Dodaj komentarz