Opublikowany dziś raport Departamentu Pracy rozczarował większość ekonomistów. Pracę w sektorach pozarolniczych straciło w październiku 190 tysięcy ludzi i był to 22. miesiąc spadku zatrudnienia w USA. Ekonomiści spodziewali się redukcji „tylko” 175 tysięcy etatów, ale najwięksi pesymiści spodziewali się regresu aż o 250 tysięcy. Negatywną wymowę tych liczb łagodzą jednak rewizje danych za wrzesień i sierpień, które dodały do ostatecznego bilansu 91 tys. miejsce pracy.
Źródło: Departament Pracy, opracowanie Bankier.plW październiku skala zwolnień rozłożyła się niemal po równo we wszystkich sektorach gospodarki. Po przeszło 60 tysięcy zmalało zatrudnienie zarówno w przemyśle jak i budownictwie i usługach. W tym ostatnim pracę tracili zwłaszcza handlowcy, zaś nowe miejsca pracy wciąż powstawały w edukacji i opiece zdrowotnej.
Mimo że październikowy rezultat jest na tle historycznym wciąż niezmiernie słaby, to jednak jest zdecydowanie lepszy niż odczyty z zimy, gdy w trakcie każdego miesiąca liczba zatrudnionych malała po 600-700 tysięcy. Od grudnia 2007 roku łupem recesji padło już 7,3 miliona miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych, a liczba bezrobotnych wzrosła o 8,2 miliona (rozbieżność danych wynika z faktu, że w USA są to dwie różne statystyki zbierane innymi metodami).
Co prawda stopa bezrobocia jest wskaźnikiem opóźnionym względem poziomu ogólnej koniunktury gospodarczej, to jednak inwestorów mocno przestraszył dwucyfrowy wynik sięgający 10,2% wobec oczekiwanych 9,9% i 9,8% we wrześniu. Już niedługo może się okazać, że wskaźnik ten pokona maksimum z recesji z początku lat 80-tych XX wieku (10,8%). Niepokoi też fakt, że 35% bezrobotnych pozostaje bez pracy od przeszło pół roku, co pokazuje, z jakimi problemami borykają się poszukujący zatrudnienia.
Źródło: Departament Pracy, opracowanie Bankier.plJednoznacznie negatywna reakcja rynku na powyższe dane potwierdza obawy, że słabość rynku pracy stanowi poważne zagrożenie dla kiełkującego ożywienia gospodarczego w USA. Brak pracy oznacza bowiem mniejsze dochody Amerykanów i co za tym idzie, mniejsze wydatki konsumpcyjne. Tymczasem konsumpcja prywatna odpowiada za ok. 70% PKB Stanów Zjednoczonych. Wszystko wskazuje na to, że Amerykanie będą musieli poszukać nowych motorów wzrostu gospodarczego.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl





























































