Najwięcej emocji było na początku sesji: po spadkowym otwarciu do godziny 16:00 indeksy odrabiały straty, by przez następne 40 minuta stracić przeszło 1%. I gdy wydawało się, że niedźwiedzie przejęły kierownicę, to kolejne zlecenia kupna akcji powoli wyciągały indeksy ze strefy spadkowej. Później przez połowę sesji panował marazm, ale sama końcówka znów stała pod znakiem byka. Ostatecznie indeks S&P500 zyskał 0,26%, kończąc dzień wynikiem 898,72 pkt. Dow Jones zyskał 0,53%, osiągając wartość 8.324,87 pkt. Ale wzrosty nie były dziś dane Nasdaqowi, który stracił 0,51%.
Jednak rozczarowująca była reakcja na publikację danych z sektora usług. Indeks ISM wzrósł w czerwcu z 44 do 47 pkt., przebijając rynkowy konsensus mówiący o 46 punktach. Choć to najwyższy rezultat od dziewięciu miesięcy, to wciąż oznacza, że sektor generujący ponad 80% PKB Stanów Zjednoczonych kurczy się wolniej niż w ubiegłych miesiącach. Pozytywnym zjawiskiem była poprawa koniunktury w eksporcie (odczyt powyżej 50 pkt.) oraz skokowy wzrost subinedksów bieżącej aktywności oraz nowych zamówień. Niepokoić może fakt, że zdaniem menedżerów po pierwszy od wielu miesięcy wzrosły ceny. Jednak reakcja rynku może świadczyć, że wielu inwestorów liczyło na coś więcej, niż tylko wynik „lepszy od oczekiwań”.
Nastroje na Wall Street uległy poprawie dopiero po udanej aukcji obligacji skarbowych, co przełożyło się na spadek ich rentowności (choć dochodowość 10-latek pozostała bez zmian). Kolejna aukcja, na której popyt dopisywał, oddala jak na razie obawy o to, czy rząd federalny zdoła wyemitować rekordową ilość długu bez destabilizowania rynków finansowych.
Oprócz tego giełdowym indeksom ciążyły spółki naftowe. Kurs ropy w Nowym Jorku odrabiał piątkowe zaległości i spadł dziś o 3% do 64,4$ za baryłkę. Wyraźnie obawiano się też słabych wyników kwartalnych – akcje Alcoa Inc., która rezultaty zaprezentuje już w środę, przeceniono o 6,3%.
O ponad 4% spadły też notowania Bank of America. Tu przyczyną był raport analityków z Credit Suisse, którzy prognozują bankowi 7,6 mld dolarów strat na portfelu kredytowym. Skalę złych długów na kartach kredytowych specjaliści z szwajcarskiego banku oszacowali na 10,4%. Ta opinia przypomniała inwestorom, że amerykańskie banki dopiero zaczną się „chwalić” stratami wywołanymi recesją, która pogarsza jakość portfela kredytowego. Na psychikę działała też informacja, że w trakcie weekendu w całych USA upadło siedem kolejnych regionalnych banków (52 licząc od początku roku).
Krzysztof Kolany





























































