„Jesteśmy wyczuleni na konsekwencje zmiany wartości dolara dla inflacji oraz oczekiwań inflacyjnych i będziemy prowadzić naszą politykę w taki sposób, aby zabezpieczyć realizację obu naszych statutowych celów” – powiedział dzisiaj Ben Bernanke podczas wspólnej telekonferencji szefów banków centralnych USA, Eurolandu i Japonii.
Jest to pierwsza wypowiedź prezesa amerykańskiego banku centralnego na temat negatywnych skutkach deprecjacji dolara, jakimi jest wzrost inflacji, a zwłaszcza silna zwyżka cen ropy i innych surowców. Wcześniej wydawało się bowiem, że słaby dolar jest na rękę amerykańskim władzom, ponieważ promuje eksport zwiększając konkurencyjność amerykańskich towarów i tym samym redukuje ogromny deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych.
Rynek walutowy zareagował na te słowa silną aprecjacją dolara – w ciągu godziny kurs EUR/USD spadł o prawie dwa centy, zatrzymując się tuż powyżej poziomu 1,54$. „Zielony” zyskał również w stosunku do pozostałych głównych walut.
Bernanke rozwiał też resztki wątpliwości dotyczących kolejnej decyzji Komitetu Otwartego Rynku – jego zdaniem „obecna polityka monetarna jest odpowiednia, aby utrzymać umiarkowane tempo wzrostu gospodarczego przy zachowaniu stabilności cen”.
Tymczasem w ciągu pierwszych miesięcy tego roku wskaźnik CPI utrzymywał się powyżej poziomu 4%, oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych wzrosły do wartości 5,2%, a tempo wzrostu gospodarczego w pierwszym kwartale wyniosło zaledwie 0,9% r/r.
Szef Fed-u powiedział, też że skala przenoszenia wysokich kosztów surowców na koszty pracy oraz ceny detaliczne pozostaje niewielka ze względu na coraz słabszy popyt krajowy. Bernanke przyznał jednak, że kontynuacja tego trendu wcale nie jest zagwarantowana.
K.K.






























































