Piątkowa sesja pokazała, że czwartkowy optymizm był zupełnie nieuzasadniony. Mimo że raporty z gospodarki nie okazały się gorsze od prognoz ekonomistów, to indeksy poleciały w dół o prawie 3%, niwelując wzrosty z poprzedniego dnia. W związku z tym dziś wiele zależy od październikowego indeksu ISM dla sektora przemysłowego. Analitycy spodziewają się wzrostu z 52,6 pkt. do 53,0 pkt., co oznaczałoby powolne (ale przyspieszające) ożywienie w amerykańskim przemyśle. Jednak aby zadowolić inwestorów, którzy w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy zdążyli zdyskontować recesję typu V, to wskaźniki ISM czy PMI musiałyby się niedługo zameldować na poziomach rzędu 60 pkt. A na to się na razie nie zanosi.
Tymczasem wbrew temu, co się jeszcze niedawno wydawało, nowe trupy wypływają z bagna o nazwie „amerykański system finansowy”. Tylko w ciągu ostatniego weekendu w USA upadło dziewięć regionalnych banków (wobec przeciętnie 2-3 tygodniowo), a cały październik wykosił z rynku 20 instytucji. Oznacza to kolejne koszty dla Federal Deposit Insurance Corp. i w konsekwencji wyższą składkę dla pozostałych przy życiu banków.
Ale ważniejszą informacją jest ogłoszenie bankructwa przez CIT Group – jednego z największych amerykańskich pożyczkodawców finansujących drobnych przedsiębiorców. Ta piąta największa upadłość w historii USA jednak nie wstrząśnie bankami z Wall Street, które powinny odzyskać większość z pożyczonych firmie pieniędzy. Niemal wszystko stracą za to akcjonariusze oraz rząd federalny, który w grudniu dofinansował CIT kwotą 2,33 mld $.
Niepokojąca dla inwestorów informacja nadeszła z Wal-Mart Stores, który eskaluje przedświąteczną wojnę cenową obniżając ceny zabawek (po 20-30%). Dla spółki może to oznaczać niższe zyski, a dla całej branży jest sygnałem świadczącym o słabości koniunktury. Amerykański konsument, który ma coraz niższe dochody i coraz więcej oszczędza, może poskąpić gotówki na bożonarodzeniowe prezenty.
K.K.



























































