Zgodnie z oczekiwaniami Bank Japonii pozostawił główną stopę procentową na poziomie 0,1%. Ale jednocześnie o 28,6% zwiększył limity skupu długoterminowych obligacji skarbowych. BoJ co miesiąc będzie kupował od banków rządowe papiery dłużne za kwotę 1,8 bln jenów, co w skali roku daje 21,6 bln jenów (219,1 mld $). Japoński bank centralny skupuje obligacje skarbowe od roku 1989.
Według oficjalnych zapowiedzi japońskich władz ruch ten ma na celu poprawienie płynności sektora finansowego – bank centralny w miejsce długoterminowych aktywów dostarczy gotówkę. Ale niepokój może budzić fakt, że ledwie tydzień wcześniej rząd Japonii zapowiedział zwiększenie wydatków budżetowych w celu „pobudzenia gospodarki”. Tyle że dług publiczny Kraju Kwitnącej Wiśni stanowi aż 170%, co jest wynikiem bez precedensu w gronie państw rozwiniętych (drugie na liście Włochy są zadłużone „tylko” na 114%). Od listopada szybko rośnie też baza monetarna – w lutym dynamika podaży pieniądza wyniosła 6,4% r/r. Równocześnie realna gospodarka kurczy się w zastraszającym tempie – w czwartym kwartale PKB spadł o 12,1% r/r.
Część analityków spekuluje, że działania japońskich władz doprowadzą do wzrostu inflacji, a rosnące zadłużenie państwa będzie finansowane po prostu dodrukiem pieniądza bez pokrycia.
Jednak jak na razie rynek zdaje się nie widzieć takiego zagrożenia. O godzinie 10:10 za dolara płacono 98,75 jenów, czyli o niepełna 0,1% więcej niż we wtorek. Euro kosztowało 128,38 jenów, a więc o 0,2% mniej niż wczoraj.
K.K.



























































